Zacznijmy od początku
Długo zastanawiałam się, jaką formę relacji dnia codziennego wybrać, aby opisywać co się u mnie dzieje i żeby nie powstał z tego mish-mash. Opowiedzenie o wszystkim naraz jest dość trudne. Nie jeżdżę już jednego konia tylko dwanaście, a każdy z nich jest inny i równie ważny. Dodatkowo dochodzi jeszcze temat moich uczniów i samego Rudzia.
Przez chwilę myślałam czy nie nakręcić po prostu filmu i nie zrobić pogadanki … ale nie ma co tu kryć z tą formą nie jestem jeszcze bardzo zaznajomiona. Pewnie film „O listopadzie” (jeśli w ogóle by powstał) pojawiłby się najwcześniej po koniec grudnia. Padło zatem na posta … długiego i blogowego. Żeby niczego nie pominąć zacznę od samiutkiego początku
Listopadowa karuzela
Miesiąc listopad był czasem dość intensywnym. Nie do końca takie były moje plany, jednak wszystko co działo się w sposób spontaniczny sprawiło, że pod koniec miesiąca, po wyjazdowym treningu na Wolę z Leti i Niagarą, wieczorem miałam poczucie, że zeszłam z kolejki górskiej. Dodatkowo, w tym miesiącu miała miejsce potężna zmiana pogody – z baaardzo ciepłej w koszmarnie zimną! A jak wiecie, ma to duży wpływ na nastrój czterokopytnych. Zwłaszcza tych młodych świeżaków, które ze spokojnych i grzecznych przy pierwszym wejściu w zimno w każdym narożniku zaczęły szukać imprezy.
W zasadzie ubiegły miesiąc podsumowałabym słowami: dużo możliwości i ciekawych wydarzeń, dużo nauki, ale też całkiem sporo pracy i wysiłku.
Młodziaki
Zaczynałam listopad mając stabilną stawkę już zajeżdżonych koni „do rzeźbienia”. Oznacza to mniej więcej tyle, że na wszystkich mogłam już jeździć zupełnie samodzielnie i jeśli potrzebowałam pomocy z ziemi to jedynie po to, aby podnosić przeszkody. Wyjątkiem jest siwa Jadzia – która ze względu na zęby zaczęła pracę później i jest na etapie utrwalania przyjęcia jeźdźca i kontaktu. Z końmi, które dostałam do jazdy jako „już jeżdżące” miałam wypracowane na tyle dobre postawy, że jazda na nich to już była już bardziej przyjemność i ogólnorozwojowy trening. Nie musiałam niczego nadrabiać bo wszystko „pilne” zrobiłam w październiku.
Jumpersi – skakać każdy może
Ze skoczkami czyli Pepą, Ziemniakiem i Lalą dotarłyśmy sobie bez pośpiechu do skakania przeszkód z galopu w dwie strony na ścianie. Później przeszłyśmy do skoków malutkich kombinacji (przypominam że to ich de facto drugi miesiąc pod siodłem). Dziewczyny ładnie się nabudowują i robią się okrągło umięśnione. Do przeszkód podchodzą pewnie i z zaufaniem. Cieszy mnie, że kiedy idę po nie na padok czekają na mnie przy bramie i wręcz dopytują się „co będzie się działo dzisiaj?” Mistrzynią jest w tym aspekcie Pepa, która już dwa razy wyszła za mną z padoku, kiedy sprowadzałam innego konia.
Moją ulubienicą jest oczywiście skarogniada Lala – konik wyróżniający się dużą jezdnością, spokojem i lekkością skoku. Lala jest koniem który w 100% stara się wykonać to o co jest proszony i ma do jeźdźca przeogromne zaufanie. Dzięki temu, że w ćwiczenia które jej proponuje wkłada całe swoje serce jeździ się na niej bardzo przyjemnie. Ona po prostu nie mówi człowiekowi nie. Przy tym wspaniale kocha skakać, zawsze uważnie i bardzo dokładnie. Myślę że pewnego dnia będzie wspaniałym skoczkiem.
Pepa bardzo rozwinęła się ruchowo (muszę to powiedzieć bo to zupełnie inny koń niż ten na którym zaczynałam jeździć) co ważne zaczyna się przede wszystkim rozluźniać. W przypadku konia wiecznie dyskutującego z kontaktem, jest to olbrzymim postępem. Bardzo mnie cieszy, kiedy już na początku jazdy zaczyna parskać i z zaufaniem schodzić łebkiem w dół. Co ważne udaje nam się też ogólną atmosferę spokoju dotrzymać do przeszkody i wtedy skoki wychodzą naprawdę dobrze. Pepi otwiera zad i tak charakterystycznie macha ogonem. Zawsze się śmieję że to będzie koń do WKKW bo ona skacze wszystko dosłownie z każdej strony. Tak parę razy próbowała przeskoczyć stojak.
Mówiąc o Ziemniaku napiszę krótko. To po prostu Ziemniak i nie kocham na niej jeździć. Ale ostatnio ładnie zaprogresowała bo zaczęła NAPRAWDĘ wysoko się odbijać. Po sesji wolnych skoków powiedziałam WOW! Widocznie praca na lonży nad plecami przyniosła efekt bo kobyłka zaczęła pokazywać entuzjazm i siłę.



Z Muchami czyli Małą i Dużą Muchą przechodziłyśmy w listopadzie okres docierania się. Wymagania wzrosły i Duża Mucha potrzebowała cofnąć się o dwa kroczki, żeby na nowo przypomnieć sobie, jak bardzo lubi skakać. Otworzyła się dobrze na skokach w galopie i przy wstępie do gimnastyki. Zaczęła być znowu bardzo stabilna na kontakcie i mogę szczerze powiedzieć WE DID IT.
Mała Mucha, która ma w mojej głowie status kucyka pony. To po prostu kucyk, którego jeździ się jak kucyka, przemycając elementy pracy właściwej dla dużych koni. Lubię ją skakać bo jest szybka i uważna, choć czasami zbyt leniwa, żeby właściwie się podstawić. Oczywiście im więcej szlifujemy ujeżdżenia „pod skoki” tym skoki są fajniejsze. Bardzo cieszy mnie, że kiedy wsadziłam Leticję na obie Muchy to dziewczyny bardzo dobrze się dogadały i miały udany teren. Myślę, że obie klacze są już gotowe na pojechanie do domu. Ładnie skaczą kombinacje przeszkód są grzeczne, uważne i przyjemnie się na nich jeździ. Choć z pewnością będzie mi ich bardzo brakować, bo zrobiły się po prostu bardzo udane.
Ujeżdżenie – Let’s dance
Teraz moja ulubiona część czyli DRESIAŻE. Ujeżdżeniówki: Cudna, Cudny, Jonesy i Isia. Młodzież nabrała siły przez co w połowie listopada byli bardzo pełni pomysłów na siebie (czasem głupawych, które nie koniecznie miło było wysiedzieć). Musze powiedzieć że zrobili ogromny postęp. System pracy jaki teraz mam: jazda przeplatana z lonża – bardzo im pasuje. Oczywiście im dalej w las tym więcej drzew, czyli moja praca to głównie stabilne rozwijanie ich w obie strony i baczne obserwowanie która strona w tym tygodniu jest lepsza. Równe opieranie ich na kontakcie, nauka rozluźnienia i dobrych manier.
Cudny od ostatniego tygodnia listopada jest moim ulubieńcem. Przy swoim olbrzymim wzroście i sile młodego byka oraz czasami inteligencji cepa jazda na nim nie zawsze jest sama przyjemnością. Muszę jednak powiedzieć, że mimo wszystko jest koniem do jazdy cudownie prostym i łatwym. Nawet jak coś nie wychodzi to wystarczy dać mu czas i cierpliwie to przerzeźbić. Cudny ZAWSZE zmienia się na lepsze, bez dram czy problemów. Dodatkowo oboje jesteśmy wysocy i zwyczajnie pasujemy do siebie wizualnie. Cudny ma wspaniały ruch, a teraz kiedy udało mi się dostać zbalansowany galop (pamiętajmy że mówimy o 3 latku będącym pod siodłem od 1,5 mies) to Panie i Panowie jadę! Duże konie to zdecydowanie coś dla mnie!


Cudna jest moją małą księżniczką, która odrabia lekcje. Wiecie o co chodzi – to co zrobione na treningu ona na następnym treningu już umie. Jest jednak typem konia o wiele bardziej skomplikowanym i zniuansowanym niż Cudny. Myślę, że dobrze poprowadzona może być koniem w przyszłości prawdziwie wybitnym, bo ma wspaniałe 3 chody bardzo szczerze proponuje kontakt i angażuje się w 110%. Teraz pracuje szczególnie nad jej rozluźnieniem zwłaszcza pleców bo mocno ostatnio urosła i na razie jest kwadratowa.

Pozostając w temacie wzrostowym Isia powiększyła się wzwyż i to 4 cm! Ma już 165 z czego cieszymy się wszyscy. Kto z kim przestaje takim się staje, koniątko ewidentnie mnie goni z długością nóg 😀 Isia jest kobyłką która szybko się nudzi i kiedy robimy coś zbyt długo to się zatyka. Cała sztuka polega na tym, żeby dobrać kolejne ćwiczenie jeszcze zanim ona znudzi się poprzednim. Tak więc po przegenialnych 2 tygodniach listopada, podczas których testowałam nowy plan treningu, pojechałam w teren (pierwszy raz) i ćwiczyłam rzeczy z kliniki z Katriną Wust. Przyszedł czas na znudzoną Isię i musiałam szybko wprowadzić nowe ćwiczenia – tym razem chodziło o plecy i ruch do przodu. Kontakt mamy już ślicznie stabilny! Dodatkowo zrobiliśmy jej nagrania. Była właśnie wtedy średnia i potrzebowałam ich żeby zobaczyć nad czym się skupić i o radości te nagrania były super! Zaskoczyłam się jak bardzo ładny obrazek już mamy, mimo że z siodła wrażenie nie było w 100% genialne. Ten koń niesamowicie się rozwinął, a teraz jak dobrałam do tego lonżę typowo pod plecy z drążkami na nosek w dół i ćwiczenie w rozluźnionym stępie to nasza ostatnia listopadowa jazda to był sztos! Isia naprawdę się stara i bardzo myśli o tym czego od niej oczekuję. A że jest obiecującym, rosnącym młodym koniem, z fajnym papierem zobaczymy co przyniesie czas.



No i Jonesy! Jonesy to koń który się angażuje (tak jak pisałam wcześniej) jej jest zawsze radośnie i wesoło. Choć jak spadła temperatura to wszystko na hali było straszne, a konia przypominała tykającą bombę. Nie znoszę takich jazd zwłaszcza w ujeżdżeniowych strzemionach. Tu napiszę krótko, że kłus mamy świetny i miękki. Lepsza strona stabilnie się zmienia tzn w kłusie to strona lewa, a w galopie prawa. I co najważniejsze galop zrobił się silny i stabilniejszy. I robi świetne ustępowania od łydki! To jej ulubione ćwiczenie! Także rozwija się dziewczyna.
Z nowych koni za dwa Kasztany (jasny i ciemny – może pamiętacie z relacji na IG) przyjechały dwie nowe dziewczyny Czarna i Ruda lat pięć i siedem. Na razie pracujemy nad podstawami, lonżą i obserwujemy co umieją, bo nie były jeżdżone przez dłuższy czas. Czarna to straszny rozrabiaka na padoku bo goni dosłownie WSZYSTKIE konie – nawet mierzącą 180 Niagarę


Charleston vel Rudzio
Oczywiście listopadowego opisu rudziowych przygód też nie mogło zabraknąć! W tym miesiącu udało nam się ogarnąć COŚ ekstra i jestem z tego powodu niezmiernie dumna.
Po pierwsze już od wakacji rzeźbiliśmy mniej lub bardziej intensywnie elementy Academic Art of Riding. Niestety planowane na koniec lata szkolenie z Bettiną zostało odwołane, a termin alternatywny nie bardzo mi odpowiadał (ze względu na zaoczne studia). Jaka była moja radość kiedy Gosia zdecydowała się pojechać!
Charleston był przegenialny! Zbierał same pochwały Bettina i Gosia były z niego bardzo zadowolone a innym uczestnikom szkolenia bardzo się podobał. Grzecznie dał się zapakować do przyczepy w obie strony. W tym miejscu dziękuję Alicji i Jankowi z Horseonboard, za bycie super przewoźnikami. I love you, i Rudy na pewno też! Na miejscu Rudzio zachował stoicki spokój jak na konia profesora przystało. Był skoncentrowany, skupiony, uważny. Po prostu prymus. Największe wrażenie zrobiły na nim kucyki (dwie puchate kule stojące w boksie obok).
Po za tym Rudzio i Gosia bardzo dużo pracują nad rozluźnieniem i z zgięciami. Do zwykłej treningowej rutyny Pana Konia dołączyłam długą 15 minutową rozgrzewkę w stępie. Efekt jest wspaniały! Gosia fantastycznie dzięki temu łapie wyczucie pomocy i konia, a równowaga (na Rudziu nie taka prosta) przychodzi jej z dużo większą łatwością. Fajnie jest patrzeć jak tworzą solidną i bardzo przyjacielską relację. Rudzio po prostu uwielbia Gosię a Gosia Rudzia.
Kiedy ja przyjeżdżam rzeźbimy głównie Academic Art of Riding albo po prostu bawimy się z ziemi. Po szalonej kosmatej młodzieży miło mi pracować z bardzo zadowolonym z życia Panem Koniem, który tak wiele umie, w dodatku świetnie wygląda i dobrze się rusza. To po prostu nasz quality time.
W tym miesiącu Rudzio dodatkowo sprawdził się w roli nauczyciela mojej siostry, która do tej pory jeździła tylko 5 razy w życiu (masymalnie)! Rudy był wspaniałym, spokojnym i wyrozumiałym nauczycielem. Kiedy widzę jak Zosia zmienia na nim kurtki, dmucha nos, gubi równowagę i łapie go za szyję i uszy, bądź zostawia go nieuwiązanego przed siodlarnią „żeby na nią poczekał” to trudno mi uwierzyć, że to ten sam Rudy który 8 lat temu nie chciał spokojnie stać w boksie.
Okiem trenera
Jeśli chodzi o moich podopiecznych to o Gosi już napisałam! Co się tyczy Leti i Niagary ten miesiąc był dla dziewczyn dość intensywny. Po październikowym bardzo udanym wejściu na halę, postanowiłyśmy sprawdzić się na wyjeździe na obcą, niedomową halę. Do wyjazdu miałyśmy do przećwiczenia linie – stacjonata/okser na 2 foule. Niagara jest klaczą o ogromnej foulii, która bardzo przejmuje się okserem, i już na stacjonacie chciałaby skakać okser. Nie muszę pisać, że to nie jest dobry pomysł. Długo myślałam jak by to przepracować, w maksymalnie techniczny i bezstresowy sposób. Obiecuję napisać o tym osobnego posta, bo jest o czym pisać, tym bardziej że finalnie ćwiczenia sprawdziły się świetnie dosłownie 11/10.
Sam wyjazd na Wolę (bo to na nią padł nasz wybór) był skokowo bardzo dobry. Niagara się pięknie rozskakała i do siły w skoku zaczęła dochodzić technika wraz z piłeczkowym odbiciem. Miło się patrzy jak z zapasem i w skupieniu leci w powietrze. Prowadzenie w parkurze było dość dynamiczne jednak wszystkie skoki pasowały i nie było ani jednej odmowy. W dodatku skakanie i trening utrudniał fakt, że Wola jest po prostu wypełniona ludźmi jeżdżącymi we wszystkie strony, w każdym tempie, na koniach wszelkich rozmiarów, więc niestety nie miałyśmy takiego komfortu jak w Otuszu. Jednak, jeśli się nad tym zastanowić to dobrze, bo dziewczyny musiały naprawdę skupić się na sobie i mieć oczy dookoła głowy. Trening ze względu na warunki i ćwiczenia niełatwy, ale pod koniec Niagara luźna i radosna chodziła tak wyciszona jak w domu. Czyli zadanie wykonane w 120%.



Paulinka i Borys także w listopadzie odnotowali spory postęp. Przede wszystkim udało się zrobić wymarzone zagalopowania ze stępa, zacząć ustępowania od łydki i utrwalić zagalopowania z dobrej nogi. Po za tym zawsze zaskakuje mnie jak bardzo Borysek zrobił się stabilny na kontakcie. Jeśli miałabym podać przykład konia jak prawidłowy trening pozwala uzyskać niewymuszony kontakt i zebranie, to zawsze myślę o Borysku. Dodatkowo widzę, jak bardzo ich wzajemna relacja się pogłębiłaże po mału zaczynają w pełni polegać na sobie nawzajem jednocześnie akceptując swoje gorsze momenty.
To już chyba koniec …
Kończąc napisze jeszcze, że byłam na szkoleniu licencyjnym PZJ z Kateriną Wust. Było wspaniale i warto było jechać aż do Zakrzowa. Obszerną relację jak było można zobaczyć na IG o tutaj: https://www.instagram.com/tv/CmM0cjpA2mb/?utm_source=ig_web_copy_link
Żeby nie było zbyt różowo w listopadzie nękały mnie jakieś straszne przeziębienia i z kaszlu w zasadzie leczę się do dzisiaj! Także tyle… pozostaje teraz ćwiczyć dalej i przygotować się na pożegnanie mojej stawki koni bo przed Gwiazdką większość z nich już wyjedzie. Na pewno nie będzie to łatwe ale wiem, że są dobrze przygotowane i gotowe na powrót do domu.
No i już CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA – uwielbiam ten czas! Trzymajcie się ciepło bo na dworze straszny mróz, dbajcie o siebie i swoje konie!
Gratuluję wszystkim którzy przeczytali post (choćby częściowo) , jesteście super :*
Obiecuję publikować podsumowania nieco wcześniej.
Uściski Hania

