Zimno ciemno i byle do świąt – czyli o ostatnim miesiącu roku 2022

Jak zimno wpływa na ludzi

Grudzień 2022 minął jak każdy grudzień, czyli w tempie błyskawicy. Czy był to miesiąc intensywny?… zdecydowanie tak! Intensywny w pracę, emocje, zmiany (te końskie i pogodowe). W sumie to dobrze, że już przyszedł styczeń.

Grudzień zaczął się dosłownie nie wiadomo kiedy… po ostatnim listopadowym wyjazdowym treningu z Leti i Niagarą na Wolę wszyscy moi uczniowie i ja dostaliśmy wolne. Z wolnym dla moich uczniów to w sumie nie do końca prawda bo wszyscy dostali złożone zadania domowe, i jasne przykazanie żeby je pilnie odrabiać. Co do mnie to po prostu potrzebowałam wracać do domu po 8 a nie 12 godzinach pracy, nie będę ukrywać, że bycie w domu już przed 17, możliwość pobyczenia się trochę na sofie w ciepełku była bezcenna! Bardzo też doceniam, że dziewczyny są już na tyle autonomiczne, ze są w stanie super ćwiczyć nie tylko pod moim okiem. Do tego jakie były efekty ich pracy jeszcze wrócimy w kolejnych akapitach.

Pożegnania i powitania

Ponieważ temperatury były mocno na minusie zimno, przez co praca na dworze bardzo wyciągała z sił, skupiłam się głównie na pracy z końmi. Młodzież już zrobiona czekała na powrót do domu. Skupiałam się przede wszystkim na utrzymaniu ich dobrego, grzecznego i chętnego do pracy nastawienia oraz skakaniu raz w tygodniu tej skokowej części towarzystwa.

Jeździło mi się słodko-gorzko, bo konie były po prostu cudne i praca z nimi w tych ostatnich tygodniach przed wyjazdem to była tylko przyjemność, co jeszcze bardziej utrudnia rozstanie. Jednak tak po prostu musi być a zadowolony, zrelaksowany i posłuszny młodziak to dla mnie sygnał że moja praca została dobrze wykonana i czas się rozstać. Jeśli bym mogła to Cudnego i Cudną bym sobie zostawiła bo to wspaniałe ujeżdżeniowe konie, takie o jakich marzy każdy jeździec.

Przed samym wyjazdem musieliśmy wypucować na błysk wszystkie dzieciaki. Wyczyszczone wybłyszczone, z piękną muskulaturą oraz po prostu grzeczne (a nie dzikie i kosmate jak było na początku) robiły wrażenie. Wspaniale się rozwinęły i życzę im wszystkiego dobrego samych mądrych i kochających ludzi dookoła. I tak w czwartek bodajże w połowie grudnia Pepa, Lala, Ziemniak, Jonesy, Cudna i Cudny pojechały do domu, i nasza wspólna przygoda dobiegła końca. Jak już przyszło mi dotknąć koniowowzu na ostateczne do widzenia to spłakałam się jak bóbr.

Wyjazd jednych koni oznacza automatycznie przyjazd kolejnych. Tak więc teraz w stajni zaprzyjaźniamy się z Kacperkiem, Guliwerem, Melchiorem, Osaką, Przystojnym i Księżycem. Dzieciaki miały robione zęby, znają już pas do lonżowania, wypięcie, siodło uczą się chodzić na lonży i przyjmować na grzbiet człowieka. Czyli … here we go again! Osaka, Melchior i Przystojny to dresiaże a Kacperek, Guliwer i Księżyc to skoczki. Guliwer jest ogromny! W kłębie ma chyba więcej niż ja wzrostu (ponad 180!?) Księżyc (nazwaliśmy go tak bo ma na czole odmianę w kształcie półkola księżyca) bardzo ładnie skakał w korytarzu… i jest niesamowicie społecznym, rozmownym koniem. Więcej na razie nie pisze bo intensywnie się poznajemy.

O Muchach słów kilka

Mała i Duża Mucha moje dwie pilne uczennice, które w grudniu zaliczyły małą przerwę od pracy, dlaczego … bo za bardzo figlowały na padoku… Nie komentuje tego bo w momencie przejściowym była taka chwila, że miałam zrobione do fajnej jazdy 12 koni, a potem nagle 6 wyjechało i przyjechały niezajeżdżone chłopaki, 3 były wciąż na początkowym etapie, Muchy poobijały się na padoku więc do jazdy został mi tylko jeden koń – oczywiście królowa Isia.

Wracając do Much to przerwa od pracy dobrze im zrobiła. Niczego nie zapomniały, nabrały ogłady i prowadzenie ich w parkurze jest coraz przyjemniejsze, mogę wręcz powiedzieć że są lepsze niż przed przerwą. To jest właśnie chyba najciekawsze w pracy z młodziakami… odpoczynek jest równie ważny jak rzetelny trening, a może nawet ważniejszy.

Królowa jest tylko jedna (Isia też tak o sobie myśli)

Z Isią zaczynamy bardzo się lubić tzn. Ona po prostu jest najdłużej przez co mam wrażenie, że zżyłyśmy się ze sobą. W grudniu odkryłam jakie są jej ulubione miejsca do drapania (policzki i szyja) oraz, że najbardziej lubi smaczki mango i crunberry. Jak sami widzicie to duża zmiana XD.

A tak pisząc na poważnie to treningowo zmiana też się zadziała i to spora. Pożegnałyśmy się na razie z czarną, (tak nie kryję się z tym, że używam tej pomocy – oczywiście w granicach rozsądku i dobrych praktyk, niemniej cieszę się że na razie już nie jest potrzebna).

Przez ostatnie 1,5 miesiąca od kiedy udało mi się wymyślić jak jeździć Isię i co w niej rozwijać na ASAP, naprawdę obie ciężko pracowałyśmy. Nie zrozumcie mnie źle – ciężko nie oznacza w tym momencie fizycznie ciężkich treningów tylko ogólnej zmiany nastawienia konia do treningów. Zależało mi, żeby Isia polubiła spotkania ze mną i bawienie się swoim ciałem, a przy tym była grzeczna. To właśnie wypracowanie tej psychicznej zmiany jest dużym wyzwaniem, często największym. Ale chyba się udało!

Kiedy już zauważyłam że zaczyna być przyjemnie i stabilnie wprowadziłam w życie pomysł który chodził za mną już od dłuższego czasu czyli konsultacje z trenerem. To jest zawsze dla konia spory test, bo musi odpowiadać na pomysły „innego człowieka”, podlega bieżącej ocenie z ziemi, poza tym treningi są po prostu dłuższe niż nasze zwyczajowe 20 min pracy. Pomiędzy ćwiczeniami młody koń stępuje na luźnej wodzy, a dla młodziaka taka forma relaksu nie zawsze jest relaksem (koń po prostu musi się nauczyć odpoczywać w taki sposób). Także wiedziałam, że może być różnie, ale na szczęście było po prostu super efektywnie i konstruktywnie, a co najważniejsze młoda zmęczyła się fizycznie, a nie spaliła psychicznie po 5 minutach. Kobyłka dała z siebie 12/10 była skupiona i rozluźniona i po prostu jej się podobało. Ja nie ukrywam, ze fajnie jest też pojeździć pod czyimś okiem! To super okazja także korzystam. Zatem z Isią rozpoczęłyśmy w grudniu etap konsultowania naszej pracy z trenerem. W tym miejscu napisze że początkowo byłam sceptyczna aby jeźdzcić ze słuchawkami, ale teraz uważam, że pomysł był genialny i bardzo to polubiłam.

Zatem Isia ROZWIJA SIĘ dostała fajnego ujeżdżeniowego swingu w kłusie, galop jest na tapecie rzeźbienia, ale w momentach dobrych zaczyna być genialnie i mamy momenty bardzo miłej pracy zadkiem, oraz prawdziwej stabilizacji na kontakcie. Czyli chyba typowo jak to z młodym koniem … bywa lepiej bywa gorzej co będzie dalej to się zobaczy. Ważne że dłubiemy sobie i idziemy do przodu.

Reniferowa Isia …

Koń o którym jeszcze nie pisałam – Jadzia

Jadzia była koniem który rozpoczął ze mną pracę w poprzednim rzucie, ale ze względu na wilcze zęby, duże gabaryty oraz niską świadomość własnego ciała potrzebowała więcej czasu. Na początku nie lubiłam na niej jeździć bo

a) musiałam dłubać codziennie,

b) efekty były powolne i prawie niezauważalne

c) to jest ogromny szybki koń i miałam myśli że mogę z niej łatwo zfrunąć (albo mówiąc bardziej dosadnie że mnie zostawi na bandzie) tym bardziej że truno mi było złapać z nią kontakt.

ALE UWAGA PRZED GWIAZDKĄ PODCZAS SESJI ŚWIĄTECZNEJ NASTĄPIŁ PRZEŁOM! Po prostu Jadzia zaczęła być strasznie pro ludzkim kochanym miziastym koniem, takim bardzo starającym się… Zmiana jest na tyle duża że w tej chwili idziemy po pierwsze przeszkody… a Jadzia ma szansę być moim ulubionym koniem XD Wiem że to trochę dziecinne ale rozczula mnie fakt że to koń, który sam z siebie nauczył się dawać całuski – zdjęcie to dokumentuje.

Jadziu daj całuska tak ci ładnie w czerwonym

Po za tym ona naprawdę kocha skakać. Jestem i zawsze będę ujeżdzeniowcem to bezsporne, ale nie ukrywam, że entuzjazm tego konia do drążków i przeszkód udziela się również mi. Po za tym ma niesamowity galop i w korytarzu pięknie otwiera się zadem. Myśle, że będzie kiedyś naprawdę wspaniałym koniem. I cieszę się, że niełatwe początki mamy już za sobą.

Na koniec najlepsze i najważniejsze, przed sylwestrem była naprawiana banda na hali co wiązało się z gargantuicznym wprost hałasem (tłuczenie młotkiem, jakieś cięcie piłą nie wiem co konkretnie ale wrzawa była ogromna – złote trio młot piła i szlifierka) no i ludźmi wchodzącymi i wychodzącymi z hali… co nie jest łatwe nawet dla dojrzałych koni. Tym bardziej byłam w szoku, że na Jadzi nie zrobiło to wrażenia WOGÓLE … mogłam poganiać ją po hali (zero reakcji na narożnik) wsiąść (stała jak skała mimo, że gramoliłam się długo bo strzemię było oporne) pojeździłam (pierwsze drążki w życiu !? ) Także jeśli tak dalej jej pójdzie to będzie idealnym koniem na konkursy dużej rundy rozgrywane na hali wypełnionej po brzegi widownią.

Karusia i Kasztanka

Kasztanka zwana Maleństwem( bo to najmniejszy koniczek w stajni) oraz Karusia przyjechały wrócić w trening. Trening wszechstronny, Kasztanka ze skokami, Karusia raczej ujeżdżenie (ona naprawdę chwyta za oko choć straszny z niej łobuziak).

Z dziewczynami jako końmi już zajeżdżonymi pracowałyśmy i wciąż pracujemy nad zaufaniem, rozluźnieniem i wypracowaniem dobrych nawyków. Tak żeby jazda na nich była fajna zarówno dla jeźdźca jak i dla nich samych. Oba konie mają dolewkę z folbluta (kto ma ten typ konia ten wie o co chodzi, a kto nie już wyjaśniam) oznacza to ,że one są bardzo szybkie i energiczne a moim zadaniem jest spuszczenie tego nerwa i pokazanie, że na spokojnie jest o wiele fajniej.

Tak więc tutaj praca jest nieco inna niż z młodziakami bo dziewczyny mają więcej siły i mogę pracować z nimi dłużej, ale też muszę być bardziej szczegółowa bo to tu jest najwięcej do zrobienia. Po za tym obie mają ogromne parcie na galopowanie co czasem przeradza się w uciekanie a tego ani trochę nie chcemy. To co muszę napisać, to że jakoś przed gwiazdką zaczęły przychodzić do mnie same na padoku i witać mnie w boksie więc chyba nastąpił jakiś przełom bo od tego czasu i na jeździe zaczęły bardzo zwracać na mnie uwagę. Myślę że już wiedzą że jestem „ich człowiekiem”

Karusia obserwująca czujnie piasek kwarcowy

CAVALIADA

Jak grudzień to nie mogło zabraknąć też Cavaliady … czyli zakupów i zawodów, zawodów i zakupów i jeszcze raz zakupów i zawodów. Było suuuuuuper !!!! Fantastycznie się zrelaksowałam i miło było w niedzielę (bo byłam tylko w niedzielę) obejrzeć KUR i pogibicowac w GP . Relację o tym jak było i co kupiłam wstawiłam na IG o tuuutaj możecie obejrzeć tutaj https://www.instagram.com/p/Cmhy1zJhjL4/

Coraz bliżej święta !

W Grudniu udało mi się zrealizować coś o czym ZAWSZE marzyłam – ZDJĘCIOWĄ SESJĘ ŚWIĄTECZNĄ w obiektywie wystąpiły Mała Mucha w roli renifera, Karusia, Isia i Jadzia. Dziewczyny spisały się na medal czyli były piękne i grzeczne, nie bały się wieńców ani innych świątecznych dodatków. A Cecylia przeszła samą siebie!!! Zrobienie tony dobrych zdjęć czterem różnym koniom w 1,5 godziny bezcenne!!! Nie sądziłyśmy, że się uda bo przecież słońce przed gwiazdką zachodzi bardzo szybko i nie zawsze raczy wyjść zza chmur przed zachodem niemniej… nam się udało a zdjęcia … wyszły po prostu przepięknie. DZIĘKUJĘ

Moje ulubione zdjęcie Isi i mnie w wydaniu świątecznym i różowym. Pink is all around !

Moje prymuski czyli moje uczennice

Jeśli chodzi o moich uczniów to jestem z nich po prostu przedumna! Tak jak pisałam powyżej mróz trochę ostudził moje możliwości trenerskie … dlatego musieli pracować głównie samodzielnie. Dziewczyny spisały się na medal!

Leti i Niagara na ostatnim treningu w starym roku zaliczyły super trening wyjazdowy i przejechały parkur w dobrym rytmie, spokojnie w stabilnym podchodzeniu do linii i szeregów (to było nasze największe wyzwanie do tej pory). Niagara z konia bardzo nakręcającego się pokazała w Otuszu jak bardzo umie być spokojna, skupiona i z jeźdźcem! A Leti pokazała chłodną głowę i wykorzystała dosłownie wszystko czego uczyłyśmy się przez ostatni czas! Brawo dziewczyny teraz możemy poważnie pomyśleć o zawodach bo na treningach mamy już to co trzeba!

Paulina i Borys także musieli ćwiczyć samotnie ale poradzili sobie wspaniale! Zaczęliśmy rzeźbić elementy parkuru do BOJ. Borys daje z siebie 100% a Paulinka skróciła strzemiona i wjeżdża się w skakanie z dużą determinacją. Po za tym rzeźbimy kłus ćwiczebny i stabilną rękę. Czyli klasyk ale postęp w skokach jest przeogromny także też jestem dobrej myśli.

Co do Rudzia i Gosi tutaj sytuacja wygląda tak że konio podbił się na padoku. Stoi w związku z tym w bucie, ma wlewany rivanol, dostaje lekarstwa przeciwzapalne i czekamy aż mu przejdzie, na przemian wychodząc z nim na spacery czyszcząc i dając mu marchewki. Rudzio trochę tęskni za pastwiskiem ale jest bardzo grzecznym pacjentem i kulawizna już znacząco zmalała. Po za tym ma do towarzystwa swojego najlepszego kolegę Apollo więc jakoś daje radę.

Tak to można kończyć Stary Rok! Leticja i Niagara w akcji

Let’s start New Year 2023

Tam tararaaaaam post napisany! Grudzień zrelacjonowany… i opublikowanie go poszło szybciej niż tekstu o listopadzie!

Miłego dnia dla Was ja tymczasem korzystając z mojego dnia wolnego jadę do Rudzia na spacer i dolewkę rivanolu.

Uściski,

Hania

Udostępnij dalej
Przewiń do góry