Pierwsza DUŻA RZECZ
Tak jak pisałam w poprzednim poście młoda jest bardzo proludzkim zwierzakiem. Przede wszystkim zależało mi, aby nie zgubić jej zainteresowania i zaufania do człowieka, przez stawianie przed nią zbyt dużych i trudnych wymagać. Nie chciałam rzucać jej na głęboką wodę licząc, że dobry charakter załatwi sprawę.
Budowanie zaufania to dawanie koniowi poczucia, że może podołać PSYCHICZNIE I FIZYCZNIE zadaniom jakie przed nim stawiamy. Wtedy konie CHCĄ DLA NAS PRACOWAĆ. U młodej zależało mi aby od początku miała poczucie, że nie proszę ją o lot w kosmos.
Co robiłam przed przewozem?
Zważywszy na odległość i zasoby czasowe, u Happy udało mi się być kilka razy przed przejazdem. TO JEST WAŻNE, BO MŁODA MNIE ZNAŁA. Po za tym:
- przeszłyśmy przez wizytę weterynarza
- czyściłam małą w boksie – łącznie z dotykaniem nóżek i podawaniem przednich
- młoda odchodziła samodzielnie od koni
- Spokojnie była w stanie być SAMA w stajni bez koni
W tym miejscu duże serce dla Happy za jej bardzo stabilny charakter i jak na źrebaka dużą cierpliwość (maluchy potrafią znudzić się bardzo szybko). Co do samej przyczepy to zaliczyłyśmy jedną intencjonalną sesję poświęconą TYLKO PRZYCZEPIE.
- Postawiłyśmy nóżki na rampie przyczepy
- obwąchałyśmy ją uważnie z zewnątrz i po części wewnątrz.
Mała śmiesznie reagowała kiedy wsadzała głowę do przyczepy, a tam było takie mini echo, które potęgowało jej parsknięcia. Happy uważała to za bardzo podejrzane. Nie ściągając nóg z rampy z oburzeniem wyciągała wtedy główkę ze środka, rzucała mi pełne degustacji spojrzenie „Słyszałaś to też!?” po czym wsadzała głowę ponownie do środka, żeby sprawdzić czy to coś w środku dalej tam jest.
Ponieważ pod koniec PIERWSZEGO spotkania z przyczepą Happy szła z zainteresowaniem w jej stronę, a okienko uwagi źrebaka mi się zamykało, zdecydowałam się skończyć na jakiś spektakularnie dobrych i chętnych podejściach do przyczepy i postawieniu nóżek. W myśl zasady że lepsze jest wrogiem dobrego.
Oczywiście mogłam zrobić więcej … bo więcej zawsze można zrobić. Wiem, że bardzo częstą i przyjazną praktyką stosowaną przez hodowców jest uczenie źrebaków przyczepy razem z matkami (jeśli klacz zna przyczepę i się nie boi to źrebię uczy się naturalnie od niej). Ja pracowałam z samym źrebiątkiem. I na szczęście to wystarczyło. Gdybym miała innego konia, który potrzebuje więcej czasu, ma inny charakter, bardziej się denerwuje to pracowałabym inaczej ale miałam cudowną HAPPY i nie musiałam robić nic więcej.

Ten dzień
Po drodze byłam chora, miałam jakieś paskudne zaliczenia – generalnie ŻYCIE wezbrało i nie dałam rady przyjechać jeszcze drugi raz. Przewóz młodej był zaplanowany na ostatni weekend listopada – tak właśnie ten kiedy spadł śnieg, temperatura spadła poniżej zera, a drogi zrobiły się oblodzone. 🙁 🙁 🙁 Uspokajał mnie fakt, że konia przewozili mi Alicja i Janek z HORSEONBOARD– którzy wożą moje konie od lat i są fachowcami w tej dziedzinie z dobrym, bezpiecznym sprzętem.
Jak wygląda koniowóz kiedy jedzie w nim źrebak ?
Koniowóz był dostosowany do przewozu źrebaka, czyli był całkowicie zabudowany ścianką ze sklejki. Zabudowana była ta przednia część przez którą koń zazwyczaj skubie siano i jego głowę widać z tej część z pakami. Koniowóz w którym maluch jedzie przypomina duże drewniane pudełko i przewiewem od strony drzwi. Konia się nie wiąże tak jak normalnie tylko podróżuje on nieprzywiązany sianko oczywiście ma.
Załadunek
Najważniejsze było, żeby młoda nam weszła i żeby nie było paniki. Miała nauczyć się, że wchodzenie, podnoszenie i zamykanie rampy, dźwięk silnika to NIC STRASZNEGO.
Zrobiliśmy dwa podejścia pierwsze wejście stanie i wyjście, drugie wejście, zamkniecie mnie i źrebaka w środku i wyjście i trzecie już właściwe – młoda została w środku, a ja wyszłam.
Zapytacie ILE CZASU TO ZAJĘŁO. Myślę, że od momentu sprowadzenia Happy z pastwiska (trochę oddalone) podstawienia koniowozu pod drzwi stajni do ostatecznego zamknięcia drzwi NIE MINĘŁO WIĘCEJ NIŻ MOŻE … 30 – 40 min. Samo zaprzyjaźnianie młodej z pojazdem to było 30 min (może) ?? Jak na pierwszy raz to jest ULTRA SZYBKO, bo ona była ogólnie przegrzeczna. Kiedy zadzwoniłam do taty, ten mający w pamięci ile potrzebowały dorosłe konie aby wejść do środka, powiedział z niedowierzaniem: „Co tak szybko, to jakiś ekspres”.
Powstały nawet DWIE rolki o Happy wchodzącej do transportu, proces możecie oglądnąć tutaj: część 1 i część 2
Na nagraniach możecie zobaczyć, że Happy ma momenty słabości, trochę odmawia, nie jest w 100% pewna i jeszcze raz UWRAŻLIWIAM to jest źrebak, który w ten sposób się komunikuje i to jest NORMALNE + jej komunikaty są bardzo wyważone i uprzejme. 🙂 🙂
Napiszę jeszcze jedno. Happy jest ULTRA ŁASUCHEM. Takim do kwadratu 😀 Nigdy nie widziałam tak łakomego konia. Przypomina mi mojego pierwszego psa – berneńczyka. Jak widzi jedzenie to cała się trzęsie – to też bardzo pomaga jako karta przetargowa.
Przewóz – było cudownie nudno i nie ma o czym pisać
I w sumie tak właśnie mogę podsumować całą przygodę przewozową. Było po prostu SUPER SPRAWNIE i BEZPIECZNIE. Podróż minęła nam spokojnie – mała zaczęła trochę komunikować znudzenie kiedy skończyło się siano.
Mimo niełatwych warunków rozładunkowych – oblodzonego podłoża, Happy wyszła bardzo uważnie i stabilnie. W boksie zainteresowała się sianem i końmi dookoła.
Podsumowując
Wszystkie czynniki zagrały. I nie mogłam sobie wymarzyć lepszego przewozu. Spodziewałam się dosłownie wszystkiego! Bo widziałam BARDZO DUŻO, a wyszło fantastycznie. Myślę, że dużą rolę odegrał czas i to wszystko co z Happy robiłam przed transportem. Dodatkowo Alicja doskonale wie jak pokierować, człowiekiem, żeby wszystko przebiegło sprawnie i bezboleśnie. Taka fachowa pomoc z boku jest NIEOCENIONA!
Ogromne podziękowania dla Alicji i Janka z HORSEONBOARD za spokój, fachowość i miłą atmosferę i przede wszystkim za dowiezienie małej bezpiecznie.
Bezapelacyjnie bardzo dużo zależy od po prostu od konia, dlatego na koniec nie mogę nie wspomnieć o CHARAKTERZE Happy. Cieszę się że trafił mi się tak ogarnięty i spokojny źrebak.
P.S. Wybaczcie brak ładnych zdjęć … byliśmy wszyscy w ferworze działania 😀

