Mój prywatny Happy End

Na zdjęciu widzicie Happy – moje szczęśliwe zakończenie tej nieciekawej historii. Gdyby nie wypadek nie zdecydowałabym się (bo pewnie nie miałabym czasu) na zakup „następcy” Rudzia… A tak jest … moje końskie dziecko. Jestem pewna, że mimo wszystko nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre.

Kiedy wszystko idzie dobrze…

O tyle o ile miesiąc kwiecień 2023 był tak fajny, że nie mogłam wymarzyć sobie niczego lepszego, tak miesiąc maj był zdecydowanie (jak na razie i mam nadzieję, że to się nie zmieni) najtrudniejszym miesiącem w upływającym roku.

W kwietniu Isia poznała już czworobok na MPMK i super zaprezentowała się na konsultacjach z Olą Szulc. Z Rudziem zaliczyliśmy fajne szkolenie z Elsą, było inspirująco, ciekawie, relacyjnie i super było znowu być z moim koniem jako team. Konie chodziły naprawdę dobrze i z nowym zestawem młodzieży zaczęłam pracę w sposób bardzo przyjemny i sprawny – bo trafiły mi się bardzo przyjemne młodziaki. (W odróżnieniu o ciężkiej zimy) Dodatkowo szła wiosna i robiło się coraz cieplej. Udało się też zrobić świetne zdjęcia z Cecylią.

No i w tym wszystkim zdarzyła się kontuzja …..

Często dostaję pytania: „Czy Pani skacze…” i odpowiedź to: jestem jeźdźcem ujeżdżeniowym, ale z przeszłością skoczka do klasy N włącznie a na treningach wyżej… a kiedy już zdecydowałam, że ujeżdżenie TO JEST TO … przyszło mi zajeżdżać młode konie i …. skakać właśnie. Także TAK SKACZĘ XD I w kwietniu udało się to nawet uwiecznić.

Autentyzm treści

Kiedy zaczęłam prowadzić bloga obiecałam sobie AUTENTYZM – i nie chodzi tu wrzucanie wszystkiego jak popadnie – za bardzo uwielbiam ładne zdjęcia i rolki 🙂 🙂 nie zamierzam z tego rezygnować.

Obiecałam AUTENTYZM TREŚCI czyli bezkompromisowe i szczere mówienie o momentach, które dzieją się w stajni i na treningach. O momentach zarówno lepszych jak i gorszych. Mój blog to przede wszystkim historia i zawsze zależało mi, żeby osoby czytające moją historię miały poczucie, że to co robię JEST DLA LUDZI… czyli po ludzku czasem jest super, a czasem jest do bani. Mimo, że blog opisuje drogę do spełniania pewnych jeździeckich marzeń – to już moja jeździecka codzienność jest spełnieniem marzenia o tym aby końmi zajmować się zawodowo.

Mogę śmiało powiedzieć: I live in a dream, mimo że nie oznacza to życia wolnego od trosk, problemów i bardzo trudnych doświadczeń.

Momenty do d…

Napiszę krótko… aby zostawić ślad po czasie który był dla mnie ciężki… chociażby dlatego że wiem, jak wiele osób było, jest i będzie w podobnej sytuacji.

Fragment „jezdziecka codzienność” w którym na bieżąco opisywałam moje zmagania z młodymi końmi czy treningi z Isia od maja zamilkł. Stało się tak dlatego że miałam kontuzję – na tyle poważną, że na kilka miesięcy musiałam zawiesić jeżdżenie oraz WSZELKĄ bardziej wymagającą aktywność fizyczną. TERAZ jest już O WIELE LEPIEJ! Co prawda dalej muszę na siebie mocno uważać, jednak różnica pomiędzy tym jak było a jak jest teraz, jest przeogromna.

KOŃsekwencje

Na szczęście nie wyklucza trenowania ludzi czy jeżdżenia w ogóle. (Za to jestem przewdzięczna bo przez pewien czas nie było to takie oczywiste)

Ostatnie miesiące były niełatwe, bo to co wypracowałam, musiało ulec zmianie. Zmieniła się moja rutyna… trudno było momentami funkcjonować, bo po kontuzji po prostu tak jest… szkoda planów, które nie doszły przez to do skutku …

Jednak takie właśnie jest życie i nic z tym nie zrobimy… pozostaje po prostu iść i pracować dalej ciesząc się z tego co niesie życie i być otwartym na nowe. Jestem wdzięczna że fizycznie czuje się coraz lepiej i oraz mogę po mału wsiadać i trenować.

Dziękuję …

Dziękuję bardzo Gosi za opiekę nad moim Rudziem kiedy ja nie miałam do tego głowy, świadomość, że jest osobą która go kocha i się o niego troszczy bardzo mi pomagała.

Jeśli zapytacie mnie czy brakuje mi takiego intensywnego jeżdżenia myślę, że część mnie odpowie ze tak … Jednak myślę, że wszystko jest po coś. I tak po prostu miało być… nowe plany, nowe projekty, nowe osoby, nowe konie. To zabawne ale mój odwieczny dylemat: w co iść bardziej – czy skoki czy ujeżdżenie – rozwiązał się sam.

Za całą jeździecka codzienność, wszystkie zajeżdżone młodziaki, masę fajnych zdjęć momentów i doświadczeń (także tych niełatwych) jestem niezmiennie bardzo wdzięczna

Trzymajcie za mnie kciuki – liczy się droga!

Niezależnie jak bardzo jest źle jesteś w stanie przez to przejść

W tym miejscu chciałabym zwrócić się do WSZYSTKICH osób które są albo miały do czynienia z kontuzja zmieniajaca o 180 stopni ich jeździeckie marzenia/plany/codzienność. Wiem że jest Wam Ciężko i wiem że jest to czas do bani… trzymam kciuki żebyście znaleźli w sobie siłę żeby z tego wyjść i poukładać Wasze puzzle ba nowo! Jesteście w stanie to zrobić!! NA PEWNO ♡♡♡

Ściskam ciepło Hania

Udostępnij dalej
Przewiń do góry