Wiosenny Kaszel – czyli Pan Konik był chory

Wiosnę 2024 zmonopolizował tematycznie Rudy, który postanowił być chory na zapalenie krtani… Prawdopodobnie spowodowały to ciągłe kwietniowe zmiany temperatury, deszcze i przymrozki.

Jego choroba dała nam mocno w kość, bo trudno było trafić co to faktycznie jest… i w konsekwencji ciągnęła się długo… Naprawdę w tym miejscu muszę ogromnie podziękować Gosi, bez której wiele rzeczy by się nie udało i bez której pomocy trudno byłoby przetrwać ten czas… Kiedy już w końcu na początku czerwca Charlie zaczął czuć się zauważalnie lepiej. NIGDY nie sądziłam, że jego głupie pomysły, szalone galopy, wysoko podniesiony ogon i generalnie powrót dzikiego rudego nastroju tak bardzo mnie ucieszą… ale zacznijmy od początku..

Podczas wiosennych zdjęć Rudzio zaczynał być po mału Rudzielcem – Chudzielcem ale wciąż był sobą, miał sporo wesołej wiosennej energii i bawiliśmy się naprawdę dobrze.

Symptomy i diagnoza

Mniej więcej po Wielkanocy Rudy schudł i kompletnie nie wiedzieliśmy dlaczego. Ruszał się niby więcej, ale utrata wagi była brzydka… i nie do końca powiązana z wysiłkiem. Cieszyłam się, że zgubił swój WIELKI brzuch ALE martwiłam się, że zaczyna być coraz mniej konia…. również w tych dobrych miejscach. Wyniki miał dobre, robaki też zostały wykluczone.

Pod siodłem chodził całkiem w porządku i mieliśmy kilka fajnych treningów, ale zaczął się robić taki sztywny i ta sztywność bardzo mi do niego nie pasowała, bo on dosłownie ZAWSZE był giętki jak wąż. Po zrobieniu zębów sytuacja trochę się poprawiła, ale Rudy dalej chudł i mimo że diagnoza weterynarza była dobra to wciąż czułam, że coś jest nie tak. Wtedy pojawił się lekki kaszel przy ruchu w prawo oraz ogólnie gorsza mobilność… Początkowo po konsultacji z weterynarzem Rudy dostał leki stricte na przeziębienie, przeciwzapalne + steryd, kaszel zniknął, a ruch był nieco lepszy ALE wtedy Rudy przestał jeść. To już był chyba najgorszy moment bo było widać po oczach, że naprawdę źle się czuje…

Paradoksalnie to właśnie powrót kaszlu pozwolił nam namierzyć problem i przy badaniu palpacyjnym zobaczyć, że kaszel nasila się po naciśnięciu na krtań… Wcześniej kiedy kaszel został wyciszony lekami objawy ustąpiły, ale problem pozostał.. Najbardziej martwiłam się że to może jakimś cudem RAO albo alergia lub astma, mimo że oddech był dobry nie było też kataru ani zadyszki wysiłkowej w głowie zdążyłam już napisać milion czarnych scenariuszy.

Także diagnoza była dość jednoznaczna → MAMY ZAPALENIE KRTANI i wtedy weszły już leki uderzeniowe typowo pod problem czyli… cała masa zastrzyków witamin itp.

Jestem osobą, która o wiele bardziej woli jeździć, przy Rudziu jednak wszystkie zabawy z ziemi są niesamowitą frajdą, bo on bardzo się stara. Więc tutaj jego entuzjazm udziela się mi.

Rekonwalescencja

Skutkiem znacznej utraty wagi było to, że nasz duży koń bardzo zmalał. Ubyło dużo mięśni i oczywiście pierwsze ucierpiały plecy, które są naszą piętą achillesową. O tyle, o ile w listopadzie Rudzio po treningach był bardzo chętny do ruchu i pracował gibko całym ciałem. Tak teraz było widać, że obciążanie grzbietu + typowo treningowe podejście zupełnie mu nie służy.

Mieliśmy więc za zadanie POPRAWIĆ OGÓLNY STAN KONIA… czyli wagę, mięśnie, elastyczność, rozluźnienie i po prostu wrócić do stanu sprzed… I TO BYŁO BAAARDZO DUŻO PRACY…, bo trening z koniem po chorobie wygląda diametralnie inaczej niż trening ze zdrowym zwierzakiem… mogę napisać, że ten proces jeszcze zdecydowanie nie jest zakończony ale co najważniejsze idziemy w dobrym kierunku.

Rudzio uwielbia mieć robione zdjęcia – zawsze wtedy pokazuje WSZYSTKO co może pokazać

Podziękowania

W tym miejscu muszę napisać, że bardzo pomogła nam Gabi z EquiComplex – bardzo efektywne sesje fizjoterapeutyczne + fachowo i starannie dobrane ćwiczenia ZADZIAŁAŁY na medal… Oczywiście nieoceniona jest także pomoc weterynarzy, dobranie leków i wskazanie jakie suplementy i pasze się sprawdzą. Z pomocą przyszła także Zuzia i zaczarowała naszą ujeżdżeniówkę, tak żeby nie robiła nam kreciej roboty i umożliwiła ładne nabudowanie się pleców, kiedy wrócimy w siodło.

Choroba konia to jest zawsze bardzo nieprzyjemne doświadczenie … ALE mogę napisać to z całą pewnością, że świadomie przechorowana choroba to BARDZO DUŻO WIEDZY. Wiedzy bezcennej.

Jeszcze raz ogromne serce dla Gosi za jej wspaniałą postawę i nieocenioną pomoc oraz dla naszego najdzielniejszego na świecie konia, który dawał sobie robić dzielnie zastrzyki i nie potrzebował być do tego nawet uwiązany.

Osobny post o tym co jemy i ile ćwiczymy już niedługo.

Udostępnij dalej
Przewiń do góry