Królowa Isia na nieznanych wodach

Czyli co się działo na naszym pierwszym treningu wyjazdowym

Nasz pierwszy trening w nieznanym wcześniej miejscu nie mógł zostać nieopisany. Isia jest koniem ujeżdżeniowym, z papierem który jak położy się na stole to sam piaffuje. Z tego powodu jej przygoda z czworobokami jest niejako nieunikniona. Ponieważ,ostatni trening grudnia był po prostu wspaniały podjęliśmy decyzję, że jeśli styczniowe treningi będą równie udane, w pierwszym tygodniu lutego pojedziemy potrenować w nowym miejscu.

Styczniowe rzeźbienie galopu

W styczniu po wybitnym treningu grudniowym przyszła kolej na niezbyt łatwe treningi. Dlaczego tak musi być, że zawsze jak jest zajebiście dobrze to potem jest tak boleśnie trudno!? Chodziło o galop w lewo… który nie jest prosty dla mnie (po kontuzji lewej nogi) ani dla Isi (to jej wypukła strona).

Naprawdę rzetelnie rzeźbiłyśmy lewą stronę, przejścia i rozluźnienie, aż tu pewnego styczniowego dnia… galop w lewo zaczął wychodzić. Najpierw tylko trochę, potem trochę więcej, aż w końcu na ostatnim treningu styczniowym przed wyjazdem wyszedł po prostu 10/10. Byłyśmy więc gotowe na wyjazd.

Co robiłyśmy na tydzień przed wyjazdem

Na tydzień przed wyjazdem miałam zaplanowane dwa ćwiczenia „must have”. Rozluźnianie w kłusie w okrągłej jeździe, zgięcia horyzontalne oraz otwieranie ramy od mojego dosiadu. Zrobienie galopu, wjazd na przekątna, przejścia do kłusa i zagalopowanie. Te ćwiczenia rzeźbiłam w poniedziałek (kłusowy) i wtorek (galopowy), żeby w środę (trening wyjazdowy) Isia była grzeczna i żeby nie zjadł nas jej nadmiar energii. Choć nie chciałam, żeby jechała przemęczona, dlatego starałam się nie jeździć do upadłego. To przecież młody wrażliwy koń.

Środowy wyjazd

Moim marzeniem, na ten wyjazd było aby Iśka była grzeczna, dzielna skupiona na mnie i ćwiczeniach. Niczego innego nie chciałam, bo wiadomo, że w nowym miejscu jakość wykonywanych ćwiczeń może być dużo niższa, bo to młody i dopiero zdobywający doświadczenie koń. Więc praktycznie wszystko może się zdażyć. Musze powiedzieć, że Isia dała mi o wiele więcej, niż chciałam i się spodziewałam. Zaskoczyła nas wszystkich swoim, spokojem i opanowaniem. Po prostu stanęła na wysokości zadania w 100%.

Poniżej film ze środowego treningu z moim mówionym komentarzem. Robiłam taką formę relacji pierwszy raz i mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Po wyjściu z przyczepy Isia bez problemu dała się osiodłać i oprowadzić po hali. Wzięta na lonżę przebiegła się bez pośpiechu kłusem w obie strony rozglądając się ciekawie dookoła po czym spuściła głowę i parsknęła, tak jakby była u siebie. Bez problemu wsiadłam na hali i pojechałam robić swoje. Narożniki nie były takie straszne jak zakładałam, że będą. Udało się wjeżdżać głęboko zachowując eleganckie wygięcie. Zrobiłyśmy wszystkie ćwiczenia, które wykonywałyśmy w domu. Co więcej zagalopowania w lewo były tak dobre jak w prawo, podobnie jak galop. Wjazd na przekątną i zmiana nogi w narożniku WYSZŁY LEPIEJ NIŻ W DOMU! Dostałam moment bardzo dobrych kłusów i miękki rozluźniony galop na koniec.

Na Isi nie zrobił wrażenia, ani koń który wszedł w połowie treningu, ani ludzie chodzący przy hali, ani ruchome namiotowe ściany czy odgłosy przejeżdżających na dworze tirów. Dobrze to wróży na przyszłość dla tej eleganckiej damy, która jak pokazała na tym wyjeździe jest nie tylko obiecującym ujeżdżeniowym koniem ale też odważnym wierzchowcem słuchającym człowieka.

Po treningu Isia dostała dużo smaczków, jabłek i marchewek, masaż i zasłużone dni wolne.

Taki miły w pełni zasłużony relaks

Żeby trenować konia potrzebna jest cała wioska

Jestem zachwycona, że trening wyszedł tak dobrze. Mamy podstawy żeby optymistycznie patrzeć w przyszłość! Mimo, że wyjazd wymagał od nas logistycznej gimnastyki i pobudki o 5:15 to zdecydowanie było warto. Dziękuję pięknie Łukaszowi i Panu Krzysztofowi za wszystko, bo bez nich wyjazd nie doszedłby do skutku. Oraz Marcie za wstanie o nieludzkiej godzinie i potrenowanie nas.

Udostępnij dalej
Przewiń do góry