Królowa Isia na konsultacjach

Pierwszy dwudniowy wyjazd Isi

Nadszedł TEN dzień… dzień kiedy pojawiłyśmy się na konsultacjach z Olą Szulc – myślę, że tej Pani przedstawiać nikomu nie trzeba, a jeśli jednak ktoś nie wie to napiszę krótko: jest to trener i zawodnik „Wielkie Nazwisko” osoba posiadająca kwalifikację olimpijską na Paryż 2024 mająca na swoim koncie wiele sukcesów jeździeckich i trenerskich i kropka resztę możecie sobie wygooglać 😀

Jak zawsze, oczywiście bardzo mnie cieszyło, że jedziemy na konsultacje i realizujemy nasz plan treningowy. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że to dla młodego konia po prostu duże wyzwanie i wysiłek – psychiczny oraz fizyczny. Po udanym Otuszu oraz dobrym treningu tydzień wcześniej byłam ciekawa jak wypadniemy. Jednak w przeciwieństwie do Otusza nie wszystko miałyśmy „dopięte na ostatni guzik”. Przez obtarcie pod popręgiem na dwa tygodnie nasza praca ograniczyła się jedynie do habituacyjnych spacerów w ręku do lasu i po wsi. Naszym priorytetem było bezpieczeństwo (moje i konia), posłuszeństwo i rozluźnienie oraz żeby maksymalnie dużo skorzystać z wiedzy trenerskiej Oli.

Day Number One

Dzień wyjazdu (środa 19.04.) był okropny – padało, wiało, było zimno i wilgotno. Mycie Isi kopyt i skarpetek było koszmarne i dla mnie i dla niej. Do Krajkowa jechałam po południu na 17, a rano pracowałam z młodziakami. Także to był dłuuuuugi dzień. Isia nie kryła swojej ekscytacji wyjazdem… ale o dziwo kiedy już dojechaliśmy na miejsce koń zupełnie się rozluźnił… Bardzo grzecznie dał się zaprowadzić do boksu, gdzie od razu zaczął skubać siano i po prostu zajął się sobą. JAK STARY i obyty z wyjazdami na zawody koń. Bardzo mnie to pozytywnie zaskoczyło, dosłownie poczułam że uwielbiam tą klacz jeszcze bardziej!

Znając cudowne możliwości Isi do mobilizacji się wobec wyzwań byłam dobrej myśli co do samego treningu. Pierwszego dnia byłyśmy na hali. To był pierwszy raz na takiej dużej hali, z tyloma innymi końmi. Dodatkowo Isia od marca jeździ już głównie na dworze więc zaliczyłyśmy trochę „powrót” do warunków halowych. Jak poradziła sobie Devinia? Musze napisać, że znakomicie. Nic co mogło ją zaskoczyć, zaniepokoić, czy zdenerwować nie wytrąciło jej z równowagi (NAWET KONIE WCHODZĄCE I WYCHODZĄCE Z HALI!) Była cały czas ze mną, ROZLUŹNIONA i skupiona na pracy – uczucie z siodła dała mi fenomenalne. Była otwarta, ładnie nie za pionem, miękka, wrażliwa na mnie i na łydkę poza tym czułam, że ruch przepływa przez całe jej ciało, a kroki są sprężyste. Byłam zachwycona i generalnie przedumna … wszystkim … i tym jak Ola do nas podeszła i jaki dostałyśmy feedback… treningiem ćwiczeniami i wiedzą, Isią w nowym miejscu i Isią na treningu tego dnia i mój zachwyt generalnie był niezmącony dopóki nie zobaczyłam nagrań, na których jednak parę rzeczy BYŁO widocznie DO POPRAWY … Wieczór spędziłam w wannie analizując nagrania, oraz wyznaczając co poprawię w mojej jeździe na następny dzień. Dzięki nagraniom i przeanalizowaniu w głowie całego treningu jeszcze raz, miałam pełniejszy obraz koncepcji treningowej Oli, wykonywanych ćwiczeń i korekt, które dostałam dotyczących mojej jazdy. Mogłam też samodzielnie przyjrzeć się sobie i spróbować poprawić rzeczy, które mnie nie zachwyciły, następnego dnia.

W tym miejscu wrzucam filmik z pierwszego dnia. Nie zrozumcie mnie źle, Isia chodziła super i baaaardzo mi się podobało! Całość uważam tworzy ładny, spójny, rozluźniony obrazek obiecującego młodego konia i rezolutnego jeźdźca, jadącego może nie idealnie, ale z wyczuciem. JEDNAK nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała następnego dnia pojechać bardziej profi – widząc i rozumiejąc co mogłam zrobić lepiej.

Nagrywajcie się a będzie Wam dane, jeździectwo o jakim marzycie

W tym momencie chciałabym napisać jedną ważną rzecz, którą zawsze będę podkreślać. Nagrywajcie się, A BĘDZIE WAM DANE, JEŹDZIECTWO O JAKIM MARZYCIE. Nikt bardziej niż Wy nie powinien wiedzieć JAK PREZENTUJECIE SIĘ W SIODLE, jakie są Wasze mocne i słabe strony… nikt bardziej niż Wy nie powinien szukać rozwiązań jak poprawić błędy i rozumieć co doprowadziło do pożądanej sylwetki i pozycji treningowej. Oraz co ważne, obserwując siebie macie pełen obraz tego co widzi Wasz trener, dzięki czemu abstrakcją przestaje być do czego dążymy i czego nie chcemy. To jest szalenie ważne, bo daje wam autonomię w myśleniu i precyzję w działaniu. Tak wiem, autoanaliza bywa męcząca… dołująca… niełatwa (bo oko trzeba wyrobić i w tym wszystkim sztuką jest zachować obiektywność)… czasochłonna (bo często trzeba wracać wiele razy do tego samego elementu, żeby zobaczyć gdzie jest sedno sprawy) ale to jest NAJLEPSZY PREZENT JAKI SAMI MOŻECIE SOBIE DAĆ!

Day Number Two

I jaki był drugi dzień …na pewno inny jeśli chodzi o pogodę. Jadąc rano do Krajkowa, żeby nakarmić Isię cieszyłam się słońcem i piękną przyrodą dookoła mnie. Dzień był cuuudowny, słoneczny i prawdziwie wiosenny dlatego z hali wyszliśmy na czworobok na zewnątrz. Kobyłka nie zrobiła z tego faktu żadnej dramy. Nie musiałam jej nawet lonżować przed jazdą. Po prostu wsiadłam i pojechałam – a Marta pomogła mi trochę przetuptać pomiędzy samochodami na parkingu.

Treningowo ten dzień to był sztos i kwintesencja naszych ostatnich tygodni pracy. Wszystkie elementy układanki, dzięki tym konsultacjom weszły na swoje miejsce i byłyśmy razem z Isią po prostu super! Generalnie jechałam bardziej sceptycznie i skupiałam się na swojej sylwetce i aktywnym egzekwowaniu reakcji na pomoce. Zależało mi żeby Isia była maksymalnie responsywna na łydkę, dosiad i moje ciało, oraz żeby kontakt był bezdyskusyjnie stabilny i konsekwentny. Starałam się siedzieć prosto (nie zapominając także o szyi) oraz po prostu siedzieć – bo jazda to zadanie Isi. Ten treningi był bardziej mięsisty, bo elementy rzeźbione poprzedniego dnia działały bez zarzutu. Dostałam wspaniały ujeżdżeniowy galop pod górkę i od zadu, który na nagraniach wyglądał super. Po za tym z siodła czułam, że mam w tym chodzie dużo mocy i siły która płynie do mojej ręki prosto od zadu przez ładnie zaokrąglone plecy. Udało nam się zrobić konkretne i stabilne wygięcia i przejścia, które były aktywnymi przejściami – czułam że Isia czeka cała kiedy mocniej podstawić nogi pod kłodę i zakłusować – Aaaach ta magia małych kroczków. W kłusie Devinia (bo chyba tak najwyższy czas zacząć ją nazywać) była jak piłeczka – odbijała się pięknie do góry, pozostając okrągłą i zbalansowaną. Isia ma cudny zad, który daje jeźdźcowi poczucie taneczności i gracji, bardzo się ucieszyłam, kiedy na filmach z czwartku zobaczyłam, że to co daje fantastyczne uczucie z siodła – jednocześnie zaczyna wyglądać naprawdę dobrze! Cóż z czwartku jestem zadowolona, tak bardzo, że jak zobaczyłam filmy to się rozpłynęłam.

W jeździectwie rzadko zdarzają się momenty pełnego zadowolenia, bo ZAWSZE można coś poprawić. Jednak kiedy już się zdarzą to warto po prostu je celebrować, cieszyć się jak głupi i być wdzięcznym. To właśnie one dodają skrzydeł, dzięki którym można frunąć dalej i pokonywać kolejne napotkane trudności i niepowodzenia. Także tyle, oczywiście filmik z czwartku do wglądu.

No i mały bonusik… Tak Isia pod koniec nagrania robi małe baby kroczki piaffu – naprawdę jak Ola powiedziała „O zobacz nawet piaff się zdarzył” to pomyślałam sobie – „no bez przesady”. A potem na nagraniu faktycznie jest piaff. Także Isia samodzielnie wymyśliła, że elementy GP są ciekawsze niż prozaiczne przejścia stęp kłus i od razu zaproponowała takie kreatywne rozwiązanie. Myślę, że obie z Isią uwielbiamy jej zad, ma on przeogromnie dużo do zaoferowania.

Thank you all! You are awesome

Wpisu nie mogę zakończyć peanem pochwalnym jedynie na cześć Isi. Zawsze kiedy coś się uda zrobić uświadamiam sobie jak wiele życzliwych osób przyczyniło się do tego, że to się udało i jestem każdemu z tych ludzi PRZEOGROMNIE wdzięczna!

Po pierwsze treningi z Olą były suuuuuper i dały nam ogromnie duuuużo, za co dziękujemy Isia i Ja! Nie bez znaczenia jest też osoba Marty Błażko, która jest z nami w dni powszednie i dzięki której miałam info żeby pojechać trenować z Olą. Paulince Potrawiak dziękuję za nagrania – bez których nie miałabym tyle materiału do analizy i zachwytu. I teraz najważniejsze bardzo dziękuję: WSZYSTKIM ze Stajni Wygoda za możliwość uczestnictwa w konsultacjach, zawiezienie nas do Krajkowa, ubranie mnie i Isi od stóp do głów i dbanie na co dzień, żeby Devi była zaopiekowana i w top formie. Dziękuję za zaufanie, cieszę się Wasz koń tak pięknie się rozwija.

No i jest jeszcze moja bezcenna Mama, która karmiła mnie wytrwale przez te dwa dni tonami jedzenia, kiedy nie miałam czasu gotować :*

Na zakończenie polecam porównać Isię z ostatniego filmu z Isią z nagrania w poście o Nowym Roku … różnica jest więcej niż duża.

Uściski Hania

Wersja dla leniuszków, którym nie chce się czytać – pokonsultacyjne GADANKO 🙂

Udostępnij dalej
Przewiń do góry