Zima – najwyższy czas na wpis, bo za chwilę zacznie się wiosna

Zimowa codzienność z Rudziem i Happy, pisana z perspektywy jeźdźca, trenera, studenta.

Happy wygląda w zimowej szacie bardzo puszyście – niczym mały bizon.

Początki w nowym domu

Zima w tym roku zaczęła się wraz z przyjazdem Happy. W dniu przewozu dosłownie WSZYSTKO było oblodzone i twarde i w zasadzie sytuacja nie ulegała poprawie do połowy grudnia kiedy wyjątkowo przed świętami praktycznie cały śnieg stopniał 🙂 I w tych warunkach przyszło nam WSZYSTKIM przeżyć najmniej przyjemny jeździecki sezon.

Dokładnie transport młodej opisałam już wcześniej tutaj. → HAPPY ON BOARD dodam, że specjalnie z tej okazji nagrałam opowieść mówioną 😛 Jednak jest to dosłownie procent tego co dzieje się z maluchem po przyjeździe.

Happy w pierwszym tygodniu w nowym domu była okrutnie smutna. Było widać, że tęskni i nowe miejsce oraz boks nie podobają jej się ani trochę. TO NORMALNE, bo zmiana była DUŻA, ale nie ukrywam, że smutno było na to patrzeć. W dodatku bardzo szukała swojego dawnego stada uparcie rżąc do wszystkich siwych koni na pastwisku. Jej ulubiona ciocia w starym stadzie była właśnie siwa. Żeby stado nie gnębiło jej zbyt mocno, miała na początku iść do kucyków, które są mniejsze, starsze i ogólnie bardziej przyjazne. Jednak Happy ma już silną świadomość przynależności do grupy „duże konie” i dwa razy uparcie przeskoczyła przez ogrodzenie. Zdecydowanie nie chciała być z kucykami. Dlatego poszła do stada „bardzo starszych” koni i klaczy z małymi źrebiętami. Na „duże stado” przyjdzie czas jak w pełni się zaaklimatyzuje i trochę zmężnieje.

Z nowym mniejszym stadem dużych koni odnalazła wspólny język dość szybko. Jakoś na początku drugiego tygodnia przestała rzucać mi długie i zawiedzione spojrzenia, a zaczęła patrzeć z zainteresowaniem i dość figlarnie.

Teraz po prawie trzech miesiącach mogę napisać, że Młoda zadomowiła się w pełni. Kiedy wchodzę do stajni rży dopominając się głaskania i uwagi. Jest strasznym pieszczochem i uwielbia kiedy wszystkie światła są skierowane na nią. Co jest dla mnie zaskoczeniem, bo myślałam, że będzie raczej cichym koniem. Jest typowo klaczą która ciągle pyta: „Co będziemy dzisiaj robić?” i „Fajnie że przyszłaś mam Ci tyle do opowiedzenia”. W stajni mówią na nią „Księżniczka” i coś w tym jest. Po za tym jest też koszmarnie niecierpliwa i umie dosadnie zakomunikować, kiedy uważa że coś jest nudne albo nie po jej myśli…. Ale przede wszystkim to mały gwiazdorek, który niecierpliwie czeka aż skończę zajmować się Rudziem i przyjdę do niej.

Na pastwisku ma już swoich kumpli, rezolutnie skubie siano i zawołana przychodzi do bramy, się przywitać. Bardzo dąży do kontaktu z człowiekiem – co jest przekochane. Doskonale wie, że Happy End to ona właśnie. Rośnie jak na drożdżach i aktualnie przechodzi fazę – urósł mi zad. Nie piszę, że się odpasła bo chyba wszystko co pochłania idzie we wzrost, ale na pewno dostała błyszczącą sierść. Wyleczyliśmy jej oczy, które na początku trochę ropiały.

Dodatkowo za nami, kolejna dawka szczepień i WZOROWA wizyta u kowala, który pochwalił Happy za grzeczne zachowanie. Chodzimy na uwiązie, i lonży, czyścimy się, ćwiczymy czyszczenie i stanie na zewnątrz. A poza tym czas Happy upłynął głównie na przyjemnościach, wybiegu i zadomowieniu. Widać, że czuje się już „jak w domu” bo NABRAŁA SIŁY i PEWNOŚCI SIEBIE i no cóż z małego słodkiego źrebaczka zmienia się powoli w ROCZNIAKA (albo coś koło tego). Jak uporam się egzaminami, wiem że zaczniemy (i musimy) robić więcej a nie tylko się kochać przytulać i dawać sobie całuski. Ale co poradzę kiedy to takie przyjemne.

Happy z z tymi długimi uszkami do przodu wygląda bardzo słodko

Ale potrafi też zrobić minę na „tapira” np. kiedy jest drapana. Ona uszu używa jak radarów i potrzebowałam trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tej jej „uszowej” ekspresji – w stosunku do Rudzia wygląda jakby szczurzyła się cały czas, a to tylko uszy które ogarniają świat z przodu i tyłu konia. 🙂

Charleston – trochę w pełni zasłużonych zachwytów

NASZ TRENING

Jeśli chodzi o Rudziowy powrót do treningów to w listopadzie i w grudniu zaliczyliśmy jakiś niesamowicie dobry czas. Pogoda zmusiła nas już do tego, aby zacząć jeździć w hali co nie jest łatwe z dwóch powodów: po pierwsze to jest NIEZBYT DUŻA hala więc wszystko co się na niej robi wymaga lepszej niż na dworze równowagi, gimnastyki, uważności i precyzji po drugie jest to hala NAMIOTOWA, czyli jakiekolwiek odgłosy z zewnątrz rezonują x10 co jest potężnym rozpraszaczem zwłaszcza dla konia w typie traken.

Jednak mimo to… udało się jeździć więcej niż dobrze. Po pierwsze, Rudy po wizycie fizjoterapeutki bardzo ładnie puścił grzbiet i potężnie się rozluźnił co dało nam bardzo fajne przepuszczalne plecy, aktywność i równość zadu wygodne kłusy i dobry stabilny miękki kontakt. Dodatkowo pocisnęłam trochę jazdę dosiadową – żeby przestawić sylwetkę z postawy „jeździec młodych koni” na sylwetkę „jeździec ujeżdżeniowy” TO JEST DUŻA ZMIANA więc dłubię ją sobie bez pośpiechu.

W układaniu sylwetki bardzo pomaga mi yoga dla jeźdźców, na tapecie miałam rozluźnienie wewnętrznej partiii ud, mięśnie brzucha i ramiona. Udało mi się też pomęczyć siebie trochę na lonży – to jest zawsze duże wyzwanie, głównie ze względu na małą liczbę chętnych lonżujących – ale najważniejsze UDAŁO SIĘ! EFEKT BYŁ – większy niż sądziłam bo na ostatnim treningu starego roku dostałam piękne ustępowania. Takie posuwiste równe od zadu przez otwarte łopatki, a jednocześnie na koniu kulkowo zebranym. Trochę tęskniłam za takim uczuciem – bo na bardzo świeżych młodziakach pierwsze ruchy w bok często są raczej nagradzaniem tendencji niż czymś co wygląda ładnie (albo to „coś” wygląda ładnie przez dosłownie ułamek chwili) niemniej na dorosłym koniu – nawet dopiero wracającym do treningów, to jest zupełnie inne i o wiele milsze uczucie … no i cóż.

RUDZIOWA BOMBOODPORNOŚĆ

W ogóle grudzień i początek stycznia był dla Rudzia jakimś maksymalnie dobrym momentem również ze względu na wzorową grzeczność i opanowanie. W ramach prezentu mikołajkowego moja jedenastoletnia podopieczna Marta zamarzyła sobie właśnie jazdę na Rudziu. Sami rozumiecie, że nie mogłam powiedzieć nie, zwłaszcza, że Marta jest bardzo ładnie ogarniającą amazonką i miałam takie 90% pewności, że sobie poradzi.

Jednak poziom harmonii tej jazdy, niesamowicie mnie zaskoczył. I szczerze mówiąc nie wiem z kogo byłam dumna bardziej, czy z Marty czy z Rudzia. Bardzo między nimi zaskoczyło, zarówno podczas rozgrzewki z ziemi, jak i samej jazdy.

ZAWSZE absolutnie ZAWSZE będzie mnie fascynować jak mój trakeński, gorącokrwisty i gorącogłowy koń spokojnie i w skupieniu chodzi pod dziećmi robiąc dosłownie WSZYSTKO o co go poproszą. Aby mieć pewność, że koń jest gotowy na spotkanie z młodą amazonką musiałam go pojeździć drugiego dnia świąt, dzień przed planowanym spotkaniem. Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się wychodzić a w zasadzie wytaczać z domu do stajni. Włączył mi się taki potężny poświąteczny leń. Jednak dla tego ładnego obrazka oraz ziewania Rudzia po treningu i szerokiego uśmiechu Marty, zdecydowanie było warto.

Kiedy zamarzasz na ziemi, czyli okiem trenera

Hmmm chyba wszystkie osoby kiedykolwiek wcielające się w rolę trenera, zgodzą się, że zima to najgorszy czas. Stoi się w zimnie i marznie. I dosłownie nic nie pomaga. Mimo nie sprzyjającej aury zimowej, udało się zrobić przeogromnie dużo konstruktywnej dobrej pracy, z której jestem bardzo dumna. Trudno jest opisać wszystko, ponieważ praca trenera to głównie momenty i te super momenty to właśnie największa nagroda za pracę.

Ania i Orkan niesamowicie się rozwinęli jako para. Ania uzyskała bardzo dużą efektywność i determinację w dawaniu pomocy i udało nam się uruchomić w pracy nad galopem oraz odpalić skakanie i ustępowania.

Moim odkryciem grudnia była 17 letnia klacz Kasia, która pięknie uspokoiła się w pracy i zaczęła opierać się na wędzidle i uwaga: zaokrąglać. Przy okazji napiszę, że nauczyć się zaokrąglać i ustawiać konia na pomocach jest KOSMICZNIE TRUDNE. Opiera się to przede wszystkim na, wyczuciu dobrej równowadze oraz synchronizacji wszystkich pomocy razem oraz woli i poziomie wyszkolenia samego konia. Wiele osób ucząc się opierać konie i jechać od zadu do przodu ma z tym trudności nawet na już „zrobionych” wierzchowcach. Tutaj Alicja (amazonka Kasi) miała dodatkowe zadanie ponieważ, Kasia nie jest koniem łatwym, dodatkowo to 17 letnia, wysoka i długa klacz folbluta więc… to był challeange, dla całej naszej trójki. Dla mnie, żeby to wyjaśnić, dla Alicji żeby to zrozumieć, poczuć i zastosować nagradzając Kasię za każdy poprawny krok we właściwą stronę. No i dla Kasi, żeby odpuścić stare przyzwyczajenia i zacząć coś nowego. – Muszę przyznać, że bardzo nam się to udało i efekty dostałyśmy szybciej niż przewidywałam. Jak zawsze napiszę – wyznacznikiem treningu jest koń. Kasia kiedy tylko poczuła, że tak jest po prostu łatwiej, lepiej przyjemniej z każdym kolejnym treningiem dawała nam coraz więcej. Jestem z dziewczyn niesamowicie dumna!

Zawsze będzie mnie fascynować jak bardzo te zwierzęta CHCĄ TRENOWAĆ I RUSZAĆ SIĘ DOBRZE, jak bardzo stosunkowo nie wiele trzeba, żeby poczuć różnicę i pójść we właściwym kierunku oraz jak bardzo konie pokazują ŻE COŚ JEST DLA NICH I OKAY I JAK BARDZO POTEM CHCĄ PODĄŻAĆ WE WŁAŚCIWĄ STRONĘ, niezależnie od wieku oraz poziomu zaawansowania.

Prezentem był też ZEN ON Martyny, który pięknie i potężnie wydoroślał, nabrał kadencji, ekspresji, wszystkie elementy ujeżdżeniowej układanki wskoczyły na swoje miejsce. Ten wyjątkowy kucyk od początku był po prostu wspaniały, ale fantastycznie jest towarzyszyć mu w nauce i patrzeć jak pięknie się rozwija. Oferta stanówki tego wyjątkowego kucyka jest dostępna w Ogiery Kicinland.

Ten koń po prostu frunie – Zen On i Martyna

Gosia i Rudzio także dali czadu. Wjeżdżaliśmy na halę z bardzo umownie działającymi pomocami zewnętrznymi, marząc o skokach. Rudy jak to Rudy – paskudnie wykorzystywał każdą nieumiejętność Gosi w stosowaniu pomocy to wypadając na zewnątrz to uciekając do środka. Cel był jeden zbudować oparcie na kontakcie przez aktywny zad, równo rozłożyć działanie ciężarem i pomocami oraz nabrać wojskowej równowagi w półsiadzie NIEZBĘDNEJ DO SKAKANIA. Oprzeć amazonkę na strzemionach, rozluźnić górę ciała i zadbać o SZYBKOŚĆ REAKCJI … I co mogę napisać, że to wszystko chyba udało nam się zrobić …

Nie wiem kiedy ale jakoś w połowie stycznia przed egzaminami zobaczyłam że ciało Gosi układa się tak jak powinno układać się na przeszkodzie. To był ten moment kiedy już wiedziałam, że możemy zaatakować przeszkody. Poszłyśmy po te przełomowe kopertki w galopie i wszystko dosłownie „wskoczyło” na swoje miejsce! Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego końca pierwszego semenstru, zwłaszcza, że hala w tym dniu dosłownie fruwała ale mimo to udało się poskakać – bardzo na spokojnie.

Kaja i Barak śmigają już czworobok na BOJ i odpalają skoki. Bardzo mnie cieszy to jak kucyk się zachęcił do skakania, oraz że zaczął gumowo i stabilnie oferować swojej amazonce kontakt i zaokrąglenie.

Na deser, wspaniały galop teamu Gosia i Cortina. Girls power 🙂

Podsumowując

Moje postanowienie noworoczne jest jedno – zrobić w nadchodzącym roku zdjęcia i rolki z moimi podopiecznymi – tymi ludzkimi i końskim. Robią postępy w zawrotnym tempie, a czas z nimi mija bardzo szybko… zbyt szybko. Mam nadzieję, że uda się obfotografować Rudzia w treningu i klasycznym i w pracy na cordero oraz małą Happy , która za chwilę już nie będzie taka mała.

Uściski, niech już przyjdzie wiosna i zostanie z nami na stałe… I niech konie zgubią tą zimową sierść 🙂

Udostępnij dalej
Przewiń do góry