Wyjątkowo dużo czasu potrzebowałam, żeby napisać post podsumowujący jesienne miesiące tego roku… powód był prozaiczny działo się dużo, bardzo różnorodnych rzeczy. Mój plan dnia znacząco się przeorganizował, z jednej strony teraz kiedy już zafunkcjonowałam w nowym systemie, mogę napisać, że to jest SUPER! Mam więcej czasu dla koni i dla Was.
Z drugiej strony na samym początku przejście do całkowicie samodzielnej organizacji zadań i pracy było hmmm dużą zmianą… i miałam wrażenie, że funkcjonuję w wielkim oceanie gdzie czasami są potężne przypływy zadań a czasami wielkie odpływy kiedy dosłownie nie ma co robić. To było początkowo bardzo dziwne. Myślę, że każdy kto kiedykolwiek zaliczył taki przeskok będzie wiedział o czym mówię. 😀 😀 😀
Charleston i ja znowu razem PRACUJEMY
Nie mogę napisać że Rudzio był roztrenowawny, bo nie był … kiedy ja sama nie miałam czasu pracować z nim regularnie zawsze miał dzierżawców, którzy ćwiczyli z nim na co dzień.
To taki paradoks bycia jeźdźcem zawodowym, że kiedy zaczynamy jeździć dużo cudzych koni, wtedy czas na pracę ze swoimi końmi (szczególnie jeśli nie jest ona podporządkowana startom w zawodach i po prostu MUSI być zrobiona) znacząco spada … XD No i tak było ze mną i z Rudziem
Charlie będący w dzierżawie robił przede wszystkim za profesora, ale ja nie zajmowałam się celowo jego treningiem i rozwojem – bo po prostu nie było na to czasu. Wiadomo, że trenując Gosię i Rudzia miałam na uwadze pełen obrazek, który chcemy osiągnąć, ale znowu z Gosią korzystałyśmy przede wszystkim z tego co Rudzio już umie, żeby jak najwięcej nauczyć Gosię. Oczywiście ćwiczenia, które dobierałam, dobierałam kierując się ogólną fizyczną kondycją Rudzia. Tak żeby się rozwijał i był w formie – bo to na każdym etapie treningowym należy robić, aby trening, który jest dla jeźdźca był też także dla konia… Ale znowu ja sama nie miałam dla siebie i Rudzia planu treningowego i jakiś specjalnych celów jeździeckich.
I WŁAŚNIE TEJ JESIENI TO SIĘ ZMIENIŁO → z czego BARDZO SIĘ CIESZĘ!
Nie ukrywam, że mimo że Rudzio jest niesamowicie trudnym koniem to praca z nim jest po prostu super. Ma wspaniały ruch, który nie zmienił się bardzo mimo upływu lat, ma dużo entuzjazmu do pracy i jest najbardziej wymagającym i bezkompromisowym nauczycielem jakiego znam – kiedy na nim nie jedzie się dobrze, to nie jedzie się wcale. Ci co jeździli na Rudziu to wiedzą 🙂
Kiedy lata temu zaczynałam na nim jeździć szczerze tego nienawidziłam. Patrząc wstecz na to ile mnie to nauczyło mogę powiedzieć, że teraz błogosławię każdą trudność z jaką musieliśmy się zmierzyć. MIMO ŻE RUDZIO DALEJ WPADA W WIDEŁKI KONI NIEŁATWYCH to PRACĘ Z NIM TRAKTUJĘ JAKO BARDZO CIEKAWE DOŚWIADCZENIE i rzeźbienie mojej prywatnej końskiej rzeźby.
Wracając do głównego wątku… tej jesieni wróciliśmy do pracy jako para. Po ponad czteroletniej przerwie to bardzo miłe doświadczenie. Znamy się „jak przysłowiowe łyse konie” choć do jego POTĘŻNEGO galopu i bardzo wybijającego kłusa musiałam się mięśniowo chwilę przyzwyczaić. 🙂
Plan zakłada przede wszystkim dalej rzeźbienie się ujeżdżeniowo im więcej tym lepiej – jednocześnie powrót zrobiłam bardzo stopniowo i nieinwazyjnie – bo moim zdaniem taki powinien być powrót konia do poważniejszej pracy. Dodatkowo tak się wszystko dobrze złożyło, że mamy fajnego trenera, weterynarza, dentystę i fizjo tak więc Rudzio jest pod stałym i racjonalnym monitoringiem zdrowotnym.
Nasza jesienna praca to było przede wszystkim SOLIDNE odkurzenie PODSTAW w pracy z ziemi i z siodła, żeby wzmocnić się mięśniowo – Rudzio bo praca stała się bardziej wymagająca, ja bo po kontuzji byłam bardzo słaba. Przy jednoczesnym wymaganiu trochę więcej i ciekawiej – bo od dojrzałego Pana Konia można, a i mi jeździ się fajniej, bo w końcu mogę jeździć w PEŁNI ujeżdżeniowo a nie tak jak się zajeżdża młode konie. (Różnica jest OGROMNA)

Stałym elementem naszej codzienności jest praca z ziemi. Wreszcie wróciłam do pracy na wolności i cordeo, a co za tym idzie treningów z Feather Light Academy (które bardzo lubimy).
Udało się wszystko zrobić całkiem nieźle, bo na ostatnim listopadowym treningu Marta powiedziała: „Ale mu się fajnie poprawiła górna linia” także wszystkie elementy rudziowej układanki ZAGRAŁY z czego jestem dumna 🙂 Więcej o tym jak wyglądały początki projektu SENIOR (tak roboczo nazywamy pracę z Rudziem – no bo nie jest już młodzieniaszkiem, zwłaszcza w stosunku do Happy) napisze w osobnym poście.
Maleństwo
Od pierwszego momentu, kiedy poznałam Happy, mała wyróżniała się na tle innych źrebiąt dużą „proludzkością” ciekawością i spokojem. W sumie to te cechy przeważyły o jej zakupie.
Ponieważ, jesień była ładna, a młoda miała w swojej macierzystej stajni piękne duże pastwiska zdecydowałam, że przewieziemy ją pod koniec listopada. Zależało mi też, żeby młoda przed przewiezieniem mnie znała i żeby nie skojarzyła mnie z nieprzyjemnym obowiązkiem jechania w przyczepie i oddzieleniem od znajomego stada.
Dlatego jak możecie się domyślać jesień minęła mi pod znakiem kursowania między Wrocławiem a Poznaniem i zaprzyjaźniania się z nowym czterokopytnym.
Widziałam wiele koni, które miały super charaktery i z założenia mówiły człowiekowi „TAK” praktycznie na wszystko. Widziałam też jak ten dobry charakter ludzie bezceremonialnie WYKORZYSTYWALI, bo nie chciało im się poświęcić czasu, aby konia odpowiednio do jakiegoś zadania przygotować. Koń początkowo bierze na klatę rzeczy, które się od niego wymaga, więc jest ich coraz więcej i więcej i w końcu mamy bunt, a zwierzę sfrustrowane bardzo traci z początkowej przyjazności. DLATEGO widząc jak bardzo KOCHANA jest HAPPY i wiedząc, że konie WCALE NIE MUSZĄ TAKIE BYĆ. Bardzo chciałam nie zepsuć tego jej fajnego nastawienia do życia
Udało nam się zakumplować na tyle, że młoda wiedziała, że ja to ja i kiedy nie mogłam jej rozpoznać spośród innych gniadych koni (proszę nie komentować) przychodziła sama. Reaguje na imię i wie że jest Happy. Na pastwisku lubiła z nami być – z Alkiem szczególnie bo drapie zdecydowanie lepiej niż ja.

Wspólnie zaliczyłyśmy wizytę weterynarza (rutynowo), przedtransportowe zaprzyjaźnianie się z przyczepą – żeby znała pojazd zanim do niego wsiądzie. Prowadzanie, odchodzenie od stada, czyszczenie w tym dotykanie nóg i innych wrażliwych miejsc. Takie źrebięce abecadło, którego koń po prostu ma prawo nie znać, a im szybciej się tego nauczy tym później jest mu w życiu prościej.
Mała jest bardzo śmieszna – wie, że ode mnie wychciewanie smaczków nic nie da. Nie robi tego, tylko grzecznie czeka kiedy przyjdzie pora. Jeśli chodzi o Alka to jest on „jej człowiekiem” od smaczków i jak go widzi to chyba myśli, że to jest jeden wielki smaczek, bo cała się trzęsie na jego widok. 😀 😀 (Rudzio zresztą robi tak samo).
Po za tym, że jest małym źrebiątkiem o uszach osiołka (są OGROMNE) to jest klaczą i to bardzo kobiecą i tą kobiecość widać od razu… Duża zmiana po Rudziu i wałachach które były ze mną wcześniej.
Więcej o przewozie Happy i jej pierwszych tygodniach w nowym domu obiecuję opisać obszerniej w osobnym wpisie. (Dużo będzie tych osobnych wpisów).
Zejdźmy na ziemię – z perspektywy trenera
Gdybym miała opisywać WSZYSTKICH moich uczniów i ich konie to … no cóż mogłabym napisać książkę. Staram się na bieżąco opowiadać Wam o realiach pracy trenera w moich relacjach na IG czy to humorystycznie albo całkiem na poważnie – Każda osoba, jej koń i duet jaki tworzą to osobna historia. I pracując jako trener często jest się tak zajętym, że hmmm nagrywanie jakoś nie wychodzi.
Mogliście zobaczyć jak bardzo byłam dumna z Ani kiedy udało jej się poskładać Orkana i przepracować galop w lewo. Niesamowicie pięknie rozwija się Zenek z Martyną … Ala i Kasia ćwiczą wchodzenie na kontakt i równe oparcie …. Wszystkie osoby z którymi pracuję robią postępy i rozwijają się ale fizycznie nie byłabym w stanie opisywać na bieżąco wszystkich. Każdy z moich jeźdźców to ciekawy przypadek. Cieszy mnie niezmiernie, że przez ostatni jesienny niełatwy czas (pogoda, szkoła, ciemności, przeziębienia, podłoże), każda z osób wypracowała coś dla siebie i że idziemy naprzód.

Szczerze mówiąc postępy moich uczniów cieszą mnie momentami bardziej niż moje własne.
Podsumowując
Jakbym miała opisać jesień jednym słowem to napisałabym: PLAN i ORGANIZACJA
Obiecuję napisać osobny post o pracy z Rudziem – technicznie układanie planów treningowych może być pomocną opcją dla wielu z Was. Pierwszy miesiąc Happy w nowym domu, też nie może pozostać bez osobnego wpisu. Jesień wymagała ode mnie połączenia studiów z pracą trenerską i treningową oraz wizytami u źrebaka. Początkowo zastanawiałam się jak to się uda zważywszy na to, że wciąż jestem „po kontuzji” ale … patrząc na postępy moich koni i moich uczniów 🙂 🙂 🙂 oraz na pozytywnie napisane zaliczenia mogę powiedzieć, że chyba na razie wszystko się udało całkiem nieźle.
Uściski! Wszystkim wytrwałym dziękuję za lekturę … mam nadzieję, że trochę stęskniliście się za relacjami jeździeckiej codzienności w moim wykonaniu 🙂
Właśnie jadę do Ani i Orkana, dziś na tapecie „Ustępowania od łydki” w kłusie!
Hania

