Najmilszy w rozpoczynającym się miesiącu był coraz dłuższy dzień. O wiele lepiej pracuje się kiedy po skończony dniu pracy jest nadal jasno.
Poza tym przemęczony i przepracowany styczeń zaczął przynosić owoce. NARESZCIE.
Młodzież już nie taka świeża
Pisząc o Melchiorze, Quotim, Kacperku, Osace, Guliwerze i Księżycu muszę napisać, ponownie, że bardzo się zmienili. Wszyscy w tej chwili ładnie poruszają się w trzech chodach, robią przejścia można na nich kręcić koła, zmieniać kierunek po przekątnej (bez tego wężowego pływania). W porównaniu z poprzednią grupą wydają mi się trudniejsi z charakteru (worek indywidualistów) … chociaż jeździ się na nich lepiej bo są lepsi technicznie. Szybciej uzyskałam zmiany kierunku, wolty, ładne zagalopowania, kontakt. Taki paradoks właśnie.
Moim ulubieńcem jest bezapelacyjnie kochany Melchior, który jest po prostu wspaniały miły i grzeczny, ten koń bardzo, bardzo się stara i wszystko zapamiętuje na medal. Jeździ się na nim PROSTO bo równowagę ma samodzielną, kontakt daje sam w zasadzie od pierwszej jazdy, wystarczy jechać go do przodu i gimnastykować. I to w sumie tyle… Praca z nim to książkowe 20 min i koniec można konia głaskać tulać i dawać smaczki. Jest moim relaksem i uwielbiam na niego wsiadać bo nie ma podpałek ani innych głupich końskich pomysłów. You know what I mean.

Na drugie miejsce wysuwa się Quoti! Quoti to moje zaskoczenie i w sumie prezent od wszechświata. Zajeździłam go najpóźniej, bo byłam zajęta całą resztą gagadków. I tak jak pisałam w styczniu: future looks bright with that man! Na nim jeździ się po prostu jak na ujeżdżeniowej top furze (którą jest) Jest wygodny jak kanapa (najbardziej w galopie, ale w kłusie też), naturalnie okrągły z wysoka kadencją nóg. I przez to że jest uprzejmym panem koniem to praca z nim też przebiega szybko. 20 min i do domu bo koń wszystko umie. Problem polega na tym, że nie zawsze mam ochotę tak szybko z niego zsiadać. bo jeździ się 12/10. Wiadomo, że jeszcze nie ma tej wyniosłości w galopie (którą naturalnie ma Melchior) ale ten koń będzie pewnego dnia po prostu wspaniały! Nie mam co do tego wątpliwości. Quoti na początku nie kochał wędzidła, ale teraz w miarę jak jego ciało staje się coraz bardziej wygimnastykowane przekonał się do kontaktu z czego bardzo się cieszę. JEST PO PROSTU SUPER KONIEM i do tego ma 4 białe skarpetki.
Kacperek to skoczek. Skoczek, którego pierwsze skoki w korytarzu wyglądały tak że rozwalił drąg i stojak bo nie chciał skoczyć mikroskopijnej koperty tylko po to żeby jakieś 10 min później przeskoczyć ogrodzenie 150cm (albo więcej?) w drodze na padok. Kacperek to koń kładący się w największej kałuży, tak że potem wygląda i śmierdzi jakby wyszedł z chlewika, to najlepszy kumpel Guliwera, koń który z całych sił udaje że nie wie, podczas kiedy wie doskonale o co chodzi. Kacperek to po prostu styl bycia i stan umysłu i już się do tego przyzwyczailiśmy. Jak Kacperek chodzi pod siodłem? A tu niespodzianka bo chodzi bardzo ładnie. Piętą achillesową tego konia był galop i krzyżowanie. Ze względu na przebudowany zad (+on nieustannie rośnie) trudno było połączyć przód z tyłem i Kacperek okrutnie krzyżował, jednak rzetelna i spokojna praca z siodła i na lonży sprawiły że teraz już nie ma tego problemu i przy zagalopowaniu z siodła czuć jak on bardzo myśli i całym sobą używa wewnętrznej tylnej nogi.
Guliwer… jego motto to wielki koń, wielki strach… Guliwer jest koniem ogromnym, który boi się własnego cienia, a w dodatku jest do pchania także na tym koniu trzeba przede wszystkim myśleć i to dużo … brzmi to śmiesznie ale nie do końca. Tak naprawdę to przedstawiłam sytuację dosyć prześmiewczo bo Guli pod siodłem już grzecznie galopuje zmienia kierunki i od pierwszego spuszczenia mnie z lonży chodzi w ładnym okrągłym ustawieniu. Ma niesamowity ruch zarówno w kłusie i galopie ten koń po prostu płynie i tak jakoś naturalnie umie się skrócić i wydłużyć (co widać pod koniec nagrania), podnieść się i zrobić przejście. Po pierwszym galopie powiedziałam WOW. W dodatku jest koniem grzecznym… czasami leniuszkiem. Na lonży nie trzeba praktycznie nic robić bo on wie sam co i jak. Fajnie jest patrzeć jak z konia o takiej dużej, kiedyś momentami nieokiełznanej sile, zmienia się w przyjemnego panującego nad sobą rumaka.
Lady Osaka to ujeżdżeniówka, klaczka jest miła, jeździła już po hali z drugim koniem z czego jestem przedumna. Robiłam z nią też trochę pracy na linie, żeby psychicznie się rozluźniła. Praca z nią przypomina wspinaczkę górską, trzeba wstrzelić się w okno pogodowe czyli nie jeździć ani za krótko ani za długo. Wystarczy kilka kroków/minut za długo żeby wpadła w rozpacz i zdenerwowanie, ALE teraz mogę zrobić na niej o wiele więcej niż na początku więc okno pogodowe się powiększa.
Księżyc jest jak księżyc… ma fazy raz na tak raz na nie. Duży gniady skoczek, który na pysku ma białe włosy w kształcie księżyca. Jest pięknym koniem … z naturalnym balansem, dobrym ruchem i ustawieniem. Kiedy jest grzeczny to jest naprawdę wspaniały… a kiedy przychodzi faza na brojenie to ughhhhh jest wtedy po prostu paskudem! Pozostaje mi tylko rzeźbić cierpliwie i czekać aż mu przejdzie! Niezbyt przesadnie entuzjastycznie lubię na nim jeździć… ale co zrobić.
Jest jeszcze Benedykt, skoczek którego dostałam po koleżankach w ostatnim tygodniu lutego. Zaczęliśmy galopować i rozumieć kontakt i czas pokaże kiedy zaczniemy skakać. Raczej już niedługo.
W tej chwili, moje ujeżdżeniówki są już zrobione i gotowe na wyjazd do domu… (mam nadzieję że uda mi się je obfotografować bo są piękne zwłaszcza Quoti i Melchior). Przed jumpersami skoki, ale kiedy widzę jak siupają przez drążki to jestem coraz bardziej ciekawa co pokażą pod siodłem.
Królowa Isia
Królowa Isia po treningu wyjazdowym chodziła wybitnie jeszcze przez tydzień. Potem ja byłam trochę nie w formie a Isia zaczynała dostawać ruję więc … no była taka jak klacz w rui. Mimo tego że to nie był łatwy moment udało nam się zrobić PIERWSZE USTĘPOWANIA OD ŁYDKI + sekwencję ustępowanie z zagalopowaniem. Isia jest bardzo tanecznym koniem i wprowadzenie jej chodów bocznym tylko to potwierdziło bo szła jakby całe życie nie robiła nic innego. Nie zgubiła rytmu ani wdzięku po prostu ładnie pohopsała sobie w bok, tak bez żadnego wysiłku czy walki. Uczucie z siodła 10/10 ma dziewczyna talent.
Ostatni dzień lutego był dla mnie koszmarny. Zaczynałam być chora, miałam już chyba gorączkę, dokuczał mi ból gardła i mięśni, a poprzedniego dnia spadłam i bolały mnie kolana. No takie po prostu kombo. W kiepskim humorze poszłam sprowadzić konie z pastwiska, głośno narzekając jak mi się nic nie chce…i jakie to życie jest do dupy, a tam przy płocie stoi sobie Isia.
– Iśka mam tak dosyć dzisiejszego dnia – mówię – poradzisz coś na to koniku?
– Ihahahah – odpowiada rozumnie Isia podnosi ogon i kłusem biegnie do bramy żeby się ze mną przywitać i położyć mi pysk na ramieniu. No i sami widzicie jakoś tak od razu lepiej się zrobiło
Uwielbiam tego rudego dzielnego konika, za to że jest przemądra i za to że bardzo się stara! Myślę, że Isia gdyby była człowiekiem na pewno byłaby tancerką, w czerwonej sukience na wysokiej szpilce o mocno umalowanych czarnych oczach. Po prostu that’s my bitch!
Starzy i trochę nowsi znajomi
JADZIA, MUMINKA, EMERALD I KOSTEK
JADZIA
Jadzia już odkryła co tygrysy lubią najbardziej. A najbardziej lubią skakanie. Wiedziałam, że tak będzie i bardzo na to czekałam. Kiedy ta klacz widzi przeszkodę to jakby zapalała się w niej mała żaróweczka, i hyc już jest na drugiej stronie.
Skoki z kłusa: super, skoki ze wskazówką: wspaniale naskoczę modelowo na wskazówkę. skoki z galopu: jeszcze lepiej i tak dalej i tak dalej. Dla Jadzi wszystko co dotyczy skakania jest super.
W tej chwili pracujemy nad aktywnym i równym tempem pomiędzy, prowadzeniem konia i skaczemy żeby się jak najbardziej naskakać i przyzwyczaić… powiem, że ze skoków na skoki jest lepiej. Jadzia zeszła już na zwykłe wędzidło i chodzi na nim całkiem przyzwoicie co mnie bardzo cieszy!


MUMINKA
Muminka to konik, którego odziedziczyłam po koleżance jako bardzo ryjowego i pędzącego. I cóż no tak właśnie było … Munia bardzo naciskała na kontakt opierała się na ręce tak że miałam poczucie, że przeciągam się z zakupami. W dodatku pędziła ciągle do przodu i była cały czas zestresowana tym że jest na tej paskudnej hali i musi coś robić. To było smutne, bo konik z charakteru jest przemiły, a ta zmiana następowała właśnie na hasło trening. Pracowałyśmy sobie spokojnie i cierpliwie głównie nad podejściem do pracy, a nie nad samą pracą. Wiem, że zabrzmi to prozaicznie ale ja temu koniowi po prostu pokazywałam, że można na spokojnie bez presji i stresu. Pokazałam jak może używać swojego ciała tak żeby być w komforcie ze sobą i że uciekanie nie jest rozwiązaniem. Po za tym dbałam żeby czuła się doceniona i lubiana. Munia wciąż się uczy ale zmiana jest przeogromna bo jest koniem szalenie mądrym. Lubię z nią pracować zwłaszcza teraz jak nie mam 100 kg na ręce.
EMERALD
Pana ogiera Emeralda uwielbiam za spokój i opanowanie. Pana ogiera nic nie zmartwi ani nie zasmuci. Pan ogier wie, że jest zajebisty. Emi z charakteru przypomina Małą Muchę – małe kroczki i chodząca niezbita pewność o własnej wspaniałości. Patentowany leń po 10 minutach zmęczony pracą. Jako że jest koniem dziedziczonym dbam, żeby nie urósł mu zbytnio brzuszek czyli pilnuję jego kondycji oraz czasami skaczę. I tak sobie właśnie z działamy z Panem Ogierem.

KOSTEK
Odziedziczyłam też dużego, pięknego gniadego ogiera, który wrócił do pracy po 2 miesięcznej przerwie. Kostek jest wspaniały i wygląda jak z gry komputerowej Star Stable. Jeździ się na nim super, bo jest przekochany, choć nie ma kondycji i siły (ale to przyjdzie z czasem). Po prostu wdrażam go do nowej pracy i trochę się gimnastykujemy, ale delikatnie i pomalutku. Kostek to skoczek więc ruch ma typowo skokowy, jednak i tak go lubię za grzeczność i ładność.
Nowości
BRUNO I PASCAL
Karusia i kasztanka pojechały do domu wcześniej niż było mówione. Zostały przed wyjazdem jeszcze naskakane i czas było się pożegnać. W zamian za nie przyjechały dwa chłopaki, dwa kasztany Bruno i Pascal. (folbluty z dolewką hanowera i trakena) Czas pokaże co z nich będzie, na razie działają na lonży.

BUCEK I AMBROŻY
Po mału odpalamy też dwa młode ogiery, które przyjechały w zamian za Muchy tak chodzi o Bucka i Ambrożego. Chłopaki grzecznie chodzą już na lonży. Tak grzecznie, grzecznie, ze znajomością wszystkich manier. (Przy pracy z ogierami to jest SZALENIE WAŻNE) Na Bucku kłusujemy już na korytarzu i pewnie niedługo wyjedziemy na lonżownik. Ambroży … no cóż Ambroży jest na etapie podwieszania i niechybnie czekają go makarony bo moja długa noga robi na nim ogromne wrażenie, a tego nie chcemy. Konie ruszają się bardzo fajnie i są ładnymi dużymi ogierami. Zobaczymy co będzie dalej.
Pan Zilan
Zilan to młody 3 letni ogier, na którym także przyszło mi jeździć, mimo że z założenia nie miałam. Ponieważ ma on dużo czasu to nie spieszymy się z niczym. Jest skoczkiem … ale i tak ma bardzo fajny kłus i obszerny miękki wyniosły zbalansowany galop, który skradł mi serce jak tylko zagalopowałam pierwszy raz.
Okiem trenera
W zasadzie w tym miesiącu wszyscy zrobili jakieś spektakularne postępy.
Zacznę od Paulinki i Boryska którzy nauczyli się zmieniać lotnie nogi w galopie! (Póki co jeszcze z pomocą drążka ale i tak jest dobra tendencja do nie spóźniania zadku) Jestem przedumna. A efekty pracy możecie zobaczyć na filmiku.
Gosia i Rudzio – tu w zasadzie napisze Gosia bo Rudzio końską mowę ciała zna baaaardzo dobrze XD Gosia dużo czasu spędzała z Rudziem bawiąc się na wolności przez co zyskała dużą swobodę w pracy nad swoim ciałem co zaczęło być bardzo widocznie w pracy na linie. Kiedy w zeszłym tygodniu robiłyśmy rozgrzewkę wyszły im super płynne roll-backi co jeszcze kilka miesięcy temu nie było takie oczywiste i proste. Po za tym na życzenie Gosi zaczęłyśmy gnębić dosiad i techniczną strochę jeździectwa więc … uda i pośladki płoną XD .
Niagara i Leti musiały cofnąć się dwa kroczki w tył, żeby pójśc trzy w przód. To cenna lekcja, lekcja cierpliwości i słuchania końskiego partnera. Lekcja która każdy kto chce jeździć dojrzale musi odrobić. Poniważ Niagara do nas wróciła czas pomyśleć o startach. Liczymy, że uda nam się zaatakować halowe Jaszkowo i trening wyjazdowy.
Podsumowując …
Dopiero jak to wszystko opisałam, to zobaczyłam ile dobrej pracy udało się zrobić i jak bardzo wszyscy poszliśmy do przodu. Dopadło mnie trochę wiosenne przesilenie i pisząc te słowa czuję się chora i zmęczona. (No bo niestety jestem chora i to tak dokumentnie).
Cieszę że zaczyna się robić coraz bardziej wiosennie i ciepło. Będzie można już jeździć na dworze i do lasu, korzystać z ładnej pogody, nosić sukienki chodzić do parku, spędzać czas na dworze Z PRZYJEMNOŚCIĄ a nie z poczuciem że kurde zamarzam i zazdroszczę wszystkim siedzącym w domach/biurach itp.
Moje wiosenne postanowienie to spędzać więcej czasu z Rudziem! Chłopak zdecydowanie na to zasługuje a ja niestety nie jestem wzorem właścicielskich cnót. Przed nami kwietniowe szkolenie z Elsą więc chłopak nie może wyglądać jak jaźwieć XD Mimo że oczywiście, no matter what, zawsze będzie naszym najpiękniejszym Panem Rudziem.
Czysta radość z życia, brudnego wiosennego Rudzia nagrana przez Gosię – kocham zieloność tego filmu
Uściski i wspaniałej wiosny!
Hania
P.S Odporności na wirusy też !

