Skąd się wzięły Muchy ?
Jeju będę niesamowicie tęsknić za tymi dwoma rudymi stworami… najwyższy czas napisać o Muchach! Moich dwóch niezastąpionych przyjaciółkach, które już jutro jadą do domu.
Pewnie zdążyliście się przyzwyczaić do ikonki muchy która raz po raz pojawia się na moim stories pod relacją z jazdy na dużym albo małym kasztanowym koniu. Tak chodzi właśnie o Małą i Dużą Muchę dwie trzylatki, z którymi przyszło mi pracować od początku września. Zapytacie dlaczego akurat Muchy? A no dlatego, że ich skóra była bardzo wrażliwa na musze ugryzienia i miały przez pewien czas taką właśnie wysypkę od much. Więc zostały Muchami.
Duża Mucha
Duża Mucha to wdzięczny rudy koń o ogromnym rozmiarze… nie wiem ile ona ma ale żeby na nią wsiąść trzeba się prawdziwie postarać … To po prostu olbrzymka do tego potężnej budowy. Ma ogromnie dużo siły w skoku i ogólnie. Na szczęście jest bardzo wsłuchana w człowieka i dobrze reaguje na dosiad przez co mimo jej dużego rozmiaru jeździ się ją całkiem przyjemnie, bo łatwo się zbiera. Dodatkowo ślicznie się okrągli i oferuje to w totalnie naturalny sposób. Otwiera się na wyższych przeszkodach bo tych małych czasami nie chce jej się skakać, a skakać je musi żeby budować technikę.. echhh…
Mała Mucha
Mała Mucha to przeciwieństwo swojej dużej koleżanki. Malutka, grubiutka „jak kucyk” malowana na pyszczku i nogach… Taka nasza mała zwrotna beczułka. Z początku ciężko mi się na niej jeździło właśnie przez tą kucykowość ale z czasem kiedy nabrała ujeżdżeniowej ogłady i zaczęłyśmy więcej skakać bardzo ją polubiłam. Jest konikiem szczerym, szybkim i zaangażowanym, przejmującym się każdym drążkiem.

Cała naprzód … ale jak to zrobić?
Obie dziewczyny dostałam po koleżankach świeżutko zajeżdżone ale … w ogóle nie reagujące na łydkę, ani idące do przodu. Na początku to był ich znak rozpoznawczy bomboodporne, ale każdy ich krok naprzód był sukcesem. Wtedy akurat świeżo po powrocie do pracy po poważnym urazie nogi zastanawiałam się jak uda mi się przekonać te dwie panny aby zechciały biec do przodu, skoro moja jedna łydka jest mimo wszystko dużo słabsza. Na szczęście udało się choć na początku zsiadałam z konia po 20 minutach jazdy dosłownie mokra jak po prysznicu.
Nie pamiętam do końca kiedy nastąpił przełom ale był taki moment kiedy chłopaki przyszli nas pooglądać po kilku tygodniach nie widzenia obu Much i wyszli z hali stwierdzając że „to się zrobiły całkiem ładne konie”. I jakoś od tamtego momentu wszystko szło już całkiem gładko.
Kiedy ujeżdżeniowa strona mocy była stabilna i fajna, mogłyśmy zacząć coś rzeźbić przeszkodowo. Nie od razu było oczywistym, że one się rozskaczą ale odpowiednia liczba ćwiczeń i cierpliwe powtórki zrobiły swoje. To z czego jestem dumna to, że one naprawdę zrozumiały od czego jest przeszkoda… mimo że pierwsze próby skakania nie wyglądały ani trochę jak skakanie i musiałam naprawdę się nagimnastykować żeby przekonać Muchy do oddania skoku albo galopu po przeszkodzie. Tak teraz kiedy skakałam na nich robiąc ostatnie nagrania, miałam konie z uszami do przodu, całe chętne aby oddać skok i w dodatku myślące – czyli tak jak powinno być.
Do tego doszły jeszcze późniejsze wyjazdy do lasu … a co najfajniejsze w teren mógł na nich pojechać każdy, a one po prostu radośnie sobie tuptały nie bojąc się niczego. Z niezbyt ciekawych i przyjemnych do jazdy koni, zrobiły się wierzchowcami na których można było konie kraść i na których jazda była przyjemnością. Dodam jeszcze, że obie Muchy przed wyjazdem zrobiły mi niesamowitą niespodziankę, kiedy wsiadł na nie inny jeździec, a one i tak chodziły wspaniale. Byłam z nich przedumna, bo właśnie między innymi taki jest cel mojej pracy.
Kiedy twój koń naprawdę polubi skakanie
Najbardziej rozbroiła mnie Duża Mucha kiedy wzięłam ją jednego dnia na halę, żeby sobie pobiegała. Na hali stał ustawiony parkur po Leticji z poprzedniego dnia. A Duża Mucha radośnie po przebiegnięciu kilku kółek galopem, sama podbiegła do oksera i hyc na druga stronę, za chwilę hyc na stacjonatę. I tak parę razy… stałam oniemiała. Jeśli trening skokowy młodego konia ma służyć temu aby skakał z entuzjazmem sam to chyba się udało, bo ona naprawdę wyglądała jakby świetnie się bawiła.
Czas się pożegnać
Jak to się stało, że dziewczyny w stosunkowo krótkim czasie zmieniły się nie do poznania nie wiem…. Ale czas żeby się pożegnać właśnie nadszedł
Kobyłki w moim sercu będą miały zawsze szczególne miejsce. Z dwóch powodów po pierwsze wspólnie przeszłyśmy drogę od zera do skakania małych parkurów. Po drugie były to pierwsze konie które wzięłam pod swoje skrzydła po mojej poważnej operacji nogi. Przez te cztery miesiące stałyśmy się dobrymi przyjaciółkami i stworzyłyśmy prawdziwą więź! Będzie mi brakować ich ciekawskich oczu i miękkich pysków witających mnie w boksie z pytaniem „co dzisiaj robimy?”

Wiem, że swoim kolejnym jeźdźcom dadzą dużo radości. Jestem wdzięczna za nasze wspólne momenty. Jak zawsze życzę im wszystkiego dobrego i powodzenia w dalszym końskim życiu.
YOU ROCK GIRLS

